* Angie *
Spojrzałam na kartkę z rysunkiem. Na obrazku dominował czarny kolor. Ze sztucznym uśmiechem przejęłam kartkę i zaniosłam do Germana.
- Chcesz obejrzeć obrazek swojej cór.. Belli ?
- Czemu nie.- Odłożył swoje papiery, i wziął do ręki rysunek Belli. Przeraził się ale jego wzrok cały czas skupiony był na kartce.
- I co stwierdzasz? - Zapytałam ironicznie.
- Czy to ma być krew?
- Tak, to ma być krew.
- Zobaczyła to z jakiejś bajki? Może trzeba jej ograniczyć telewizor?
- German, nie rozumiesz? Bella rysuje śmierć swojej mamy!
Po chwili zastanowienia German zorientował się o co chodzi.
- Ona cierpi..
- Wiem, że cierpi. Potrzebuje normalnej rodziny, mamy i taty. Pablo ostatnio dużo pije i wcale się nią nie zajmuje..
- Co masz na myśli?
- Będę ubiegać się o adopcję Belli.
Słysząc te słowa German podniósł się i spojrzał mi w oczy..
- Jesteś w ciąży, na pewno chcesz podjąć kolejne wyzwanie? Będziesz prawnym opiekunem i kto wie, czy Pablo nie zaprotestuje!
- Ty też będziesz jej prawnym opiekunem, choć czasem zachowujesz się, jakbyś nie był moim mężem. Dziękuje za wsparcie, German!
Wyszłam z pokoju i ruszyłam na górę aby zadzwonić do Pabla.
- Cześć tu Pablo, nie mogę odebrać telefonu. Zostaw wiadomość po sygnale lub zadzwoń później. - Rozłączyłam się. Za chwile telefon wylądował na podłodze, nie mam wsparcia u nikogo? Jest jedna osoba, która zawsze spowoduje uśmiech na mojej twarzy. Otworzyłam cicho drzwi, myśląc, że śpi. Spojrzałam w jej błękitne, lśniące oczy.
- Widzisz Luiz, jakie ciężkie jest życie ? - Kołysałam ją na rękach wyglądając przez okno. - Tyle przeżyłaś przez ostanie dni.. będę robiła wszystko, żebyś nigdy od nikogo się o tym nie dowiedziała. To naprawdę potrafi zrujnować wszystko. - Mruczałam pod nosem.
Wszystko było dobrze do czasu, gdy w drzwiach stanęła Esmeralda.
- Nie przyszłam się z tobą kłócić, nie nie. - Tłumaczyła zakłopotana.- Po prostu zapomniałam wziąć jednej rzeczy, mogę wejść?
- Tak, proszę - rzekłam z lekkim wahaniem, no ale chciała tylko wejść. Nadal kołysając Luiz obserwowałam każdy ruch brunetki.
- Jesteś z Pablem? - nie zdążyłam się ugryźć w język i zapytałam. Po wczorajszym wszystkiego mogę się spodziewać.. Esmeralda nadal zakłopotana, odgarnęła kosmyk włosów w twarzy. Czyli nie zna odpowiedzi.. Jakby znała nie byłaby taka spięta i zdenerwowana zarazem.
- Tak, jestem - odpowiedziała, tym razem patrząc na moją reakcje. Uśmiechnęłam się tylko i włożyłam Luiz do kojca. - A co cię tak to ciekawi.. Przecież ty się w ogóle Pablem nie interesujesz - padło z ust brunetki w pewnym momencie. Zacisnęłam wargi i odwróciłam się w strone brunetki, która patrzyła na mnie dziwnym wzrokiem
- Wyjdź już - rzekłam spokojnie i poważnie. Po co mam ją wkurzać? Po co mam SAMA SIEBIE wkurzać? Esmeralda wyszła z pokoju, a ja usiadłam na fotelu. Luiz patrzyła na mnie zaciekawiona.
- Idź spać, kochanie - odparłam i pocałowałam ją w czoło. Teraz wszystko na mnie spadło, wszystko mnie dręczy. Ciąża, Studio, Pablo i ta baba, Bella i podjęcie adopcji. Wzięłam wdech i weszłam do łazienki, opłukać twarz i włosy. Nie mam na nic siły, a to wszystko przez te myślenie. Zawinęłam włosy w turban z ręcznika i wyszłam do pokoju. Usiadłam na łóżku i pogładziłam pościel. Do tego wszystkiego pokłóciłam się z Germanem.. Nie no paranoja!
- Angie - o wilku mowa. Brunet podszedł bliżej i usiadł obok mnie. Nie patrzył mi w oczy, ale czułam, że zaraz zacznie monolog.
- Dobrze, miałeś rację - skłamałam, bo nie miałam siły na dyskutowanie z nim. - Nie podejmę adopcji Belli jak się za pierwszym razem nie zgodzi Pablo - dokończyłam i wpełzłam pod kołdre. German położył się obok mnie i głaskał mój zaczerwieniony policzek.
- Jesteś najlepszą mamą na świecie - szepnął mi do ucha, a ja się uśmiechnęłam. - No i oczywiście ukochaną - dokończył i objął mnie w talii, odwracając w swoją stronę.
- Wiesz.. Chciałam pójść spać - rzekłam, próbując wyrwać się z uścisku. Brunet delikatnie go rozluźnił i lecz, nadal nie mogłam się wydostać. Poddałam się. Opadłam na tors Germana i wsłuchając się w jego bicie serca, zasnęłam.
_____________________________________________
kierkapisze.blogspot.com
Rozdział pisany z Kierką i dlatego pewnie lepszy ;D Będziemy pisać przez miesiąc razem a to dlatego, że Kierka wygrała u mnie konkurs :D
Minimum 6 komentarzy- Nowy rozdział.
Dziękujemy za przeczytanie
- Kierka i Daria.
czwartek, 2 stycznia 2014
wtorek, 31 grudnia 2013
O Germangie rozdział 66 ^o^
* Angie *
Przez ostatni czas czyli 1 miesiąc, nie spuszczałam Luiz z oczu.. Nie wiem co mnie wcześniej złapało, że nie chciałam patrzeć na swój brzuch. Przecież to moje drugie dziecko. Zawsze, gdy o tym myślałam, zbierały mi się do oczu łzy.
- German pomożesz mi ?- Zapytałam pretensjonalnie. German przejął ode mnie torbę z zakupami i zaprowadził Belle do pokoju. Tak samo pokochałam Bellę. Czułam, że chciałaby, a bynajmniej mogłaby powiedzieć już do mnie '' mamo ''. Lecz gdyby Pablo to usłyszał, zabrał by Bellę i nie mogłabym mieć z nią kontaktu. Pewnego pięknego dnia jednak przez te 2 miesiące się to wydarzyło.. Bella powiedziała do mnie mamo. Po tym zaprowadziłam ją do swojego pokoju i szeroko się uśmiechając zaczęłam się z nią bawić. A jednak to 2 miesiące nie miesiąc! Spacerowałam z wózkiem i przechadzałam się ulicami Buenos Aires spoglądając to na stoisko z gadżetami, to na sklepy z ubraniami. Myślałam o Luiz, Belli i moim nienarodzonym dziecku. Co jeśli sen z poronieniem się spełni? Co jeśli poronię? Nawet nie mogę tak myśleć. Patrzyłam na wielkie reklamy, reklamujące przeceny i inne pierdoły. Usłyszałam krzyk. Ruszyłam szybkim krokiem ale o dziwo, nikogo nie spotkałam. Przeszedł mnie lekki dreszczyk ale ruszyłam w dalszą drogę. Przysiadłam przy najbliższej knajpce i zamówiłam hamburgera. Nie zdrowy ale mi się należy. Uśmiechnęłam się skromnie do siebie. Spojrzałam na siebie w przenośnym lusterku. Kompletnie zniszczyła mi się fryzura. Wróciłam więc do domu. To, co zastałam było dla mnie.. dziwne? Zobaczyłam porozrzucane damskie ubrania, nie moje.. Dziwne odgłosy.. poszłam na górę i zaczęły oblatywać mnie czarne scenariusze. Weszłam do gościnnego.. zastałam tam Pabla i kobietę w czarnych lokach, nie spodziewałam się, że będzie to Esmeralda! Tak, zastałam ich w dość dziwnej sytuacji. Udostępniłam Pablowi pokój gościnny ale może.. nie aż tak! Wyszłam jednak z pokoju próbując zapomnieć o tej sytuacji jednak nie mogłam.
- German! - Przywitałam niechętnie męża, nie chciałam, żeby wchodził do domu. Stanęłam w drzwiach i próbowałam go zagadać.
- Mogę wejść ? - Zaśmiał się i przepchnął moje ramię.
- A bo wiesz. Chciałam, żebyś pojechał po pieluchy dla Luiz, mógłbyś ?
- Mamy pieluchy, tam stoją 2 paczki o cholera, zapomniałem o ważnej sprawie, zaraz wracam.
Pobiegłam na górę i powiadomiłam Pabla, żeby szybko się zbierał. Oczywiście stukając w drzwi. Nie miałam najmniejszej ochoty patrzeć na tą przebiegłą, wyrywającą facetów żmiję więc opuściłam korytarz i poczekałam, aż wyszli.. Pokój był w miarę ogarnięty. Ale no kurcze, Pablo nie mógł zrobić tego u siebie ? Byłam na niego zła! Tak normalnie zła! Źle się poczułam wchodząc tam, ale i widząc ich razem.. Pablo to mój przyjaciel i nie chce żeby cierpiał. W momencie wyjścia Pabla przyjechał German. Minęli się ale Esmeralda wyszła tyłem.
- No to jak minął ci dzień ? - Zapytałam.
- Fatalnie.. - odburknął.
- Dlaczego?
- Same problemy.
- Mogę ci je osłodzić?- Pocałowałam czule mojego męża. Ściągnęłam z niego marynarkę, pozostawiając w odpiętej koszuli. Wymieniliśmy się kilkoma pocałunkami. Wstałam z kanapy. Miałam zamiar wracać do studia a tu co? Taka niespodzianka? Sama sobie ją załatwiłam ale no cóż.. popatrzyłam na mój brzuch. Związałam włosy w koka i ubrałam się w czarne leginsy i zwykłą bluzkę. Zarzuciłam bluzę i wyszłam z domu, zostawiając Luiz i Belle pod opieką Germana. Dotarłam do budynku. Spojrzałam a dwa wielkie słupy i uczniów, korzystających z pogody. Tańczyli i śpiewali po prostu, robili to co kochali! Od razu dało poczuć się tą miłą atmosferę studia, promienne uśmiechy uczniów a także nauczycieli. Każdy serdecznie mnie przywitał. Poprosiłam Pabla, aby ogłosił spotkanie w sali muzycznej. Chciałam przekazać uczniom wiadomość.
- Jak wiecie miałam wracać bo moja córka ukończyła 8 miesięcy. Jednak pojawiła się kolejna niespodzianka.. I znowu jestem w ciąży.
Miny uczniów były mieszane. Gratulowali mi, że będę miała dziecko ale byli smutni z powodu tego, że nie wracam. Kolejny '' rok '' bez studia będzie udręką.
- Mam dla was jeszcze inną wiadomość.
- Słuchamy. -Powiedzieli chórem.
- Będę was uczyć przez te 4 miesiące póki nie będę w zaawansowanej ciąży.
Nagle wszyscy zaczeli mnie przytulać. Nauczycieli brak, a mój powrót to widocznie dla nich super wiadomość.
Musiałam opuścić salę z powodu telefonu.
- Słucham German ?
- Bo wiesz Angie.. gdzie są te pieluchy ? - W środku się gotowałam, że nie chciał po nie jechać ale też się śmiałam..
- Hm, może w sklepie? Już wracam, zaraz możesz jechać. - Rozłączyłam się i rzuciłam ostatnie słowa uczniom. Nie wiem od kiedy zaczne ale ta przerwa była dla mnie zdecydowanie za długa. Chce dalej uczyć, bo to jedna z rzeczy, które kocham. Gdy wróciłam do domu German był już gotowy do wyjścia, zajęłam się Luiz. Prosiłam go, żeby ją nakarmił.. wzięłam pustą butelkę i trzymając Luiz na rękach podgrzałam mleko. Po chwili, nakarmiłam ją i położyłam na dywanie z pudełkiem zabawek. Bella grzecznie bawiła się lalkami jednak ostatnio jej zachowanie mnie niepokoiło. Rysowała dziwne obrazki, związane ze śmiercią jej mamy, bawiła się lalkami a jedna z nich zawsze ginęła.. Nie wiem co się z nią dzieje.. zaniepokojona zadzwoniłam do Pabla, który poradził mi, żebym dużo rozmawiała z Bellą i przyzwyczajała ją do siebie. Weszłam do jej pokoju i wzięłam kredki. Narysowałam jej obrazek i poprosiłam, żeby powtórzyła. Ona jednk narysowała coś innego.. kompletnie innego.
____________________________
Rozdział pisany o 5 rano po sylwku :D Nie ma ładu i składu ale jest rozdział XD
Minimum 5 opinii - Zaczynam pisać nowy rozdział !
Dziekuje za przeczytanie ! :)
Przez ostatni czas czyli 1 miesiąc, nie spuszczałam Luiz z oczu.. Nie wiem co mnie wcześniej złapało, że nie chciałam patrzeć na swój brzuch. Przecież to moje drugie dziecko. Zawsze, gdy o tym myślałam, zbierały mi się do oczu łzy.
- German pomożesz mi ?- Zapytałam pretensjonalnie. German przejął ode mnie torbę z zakupami i zaprowadził Belle do pokoju. Tak samo pokochałam Bellę. Czułam, że chciałaby, a bynajmniej mogłaby powiedzieć już do mnie '' mamo ''. Lecz gdyby Pablo to usłyszał, zabrał by Bellę i nie mogłabym mieć z nią kontaktu. Pewnego pięknego dnia jednak przez te 2 miesiące się to wydarzyło.. Bella powiedziała do mnie mamo. Po tym zaprowadziłam ją do swojego pokoju i szeroko się uśmiechając zaczęłam się z nią bawić. A jednak to 2 miesiące nie miesiąc! Spacerowałam z wózkiem i przechadzałam się ulicami Buenos Aires spoglądając to na stoisko z gadżetami, to na sklepy z ubraniami. Myślałam o Luiz, Belli i moim nienarodzonym dziecku. Co jeśli sen z poronieniem się spełni? Co jeśli poronię? Nawet nie mogę tak myśleć. Patrzyłam na wielkie reklamy, reklamujące przeceny i inne pierdoły. Usłyszałam krzyk. Ruszyłam szybkim krokiem ale o dziwo, nikogo nie spotkałam. Przeszedł mnie lekki dreszczyk ale ruszyłam w dalszą drogę. Przysiadłam przy najbliższej knajpce i zamówiłam hamburgera. Nie zdrowy ale mi się należy. Uśmiechnęłam się skromnie do siebie. Spojrzałam na siebie w przenośnym lusterku. Kompletnie zniszczyła mi się fryzura. Wróciłam więc do domu. To, co zastałam było dla mnie.. dziwne? Zobaczyłam porozrzucane damskie ubrania, nie moje.. Dziwne odgłosy.. poszłam na górę i zaczęły oblatywać mnie czarne scenariusze. Weszłam do gościnnego.. zastałam tam Pabla i kobietę w czarnych lokach, nie spodziewałam się, że będzie to Esmeralda! Tak, zastałam ich w dość dziwnej sytuacji. Udostępniłam Pablowi pokój gościnny ale może.. nie aż tak! Wyszłam jednak z pokoju próbując zapomnieć o tej sytuacji jednak nie mogłam.
- German! - Przywitałam niechętnie męża, nie chciałam, żeby wchodził do domu. Stanęłam w drzwiach i próbowałam go zagadać.
- Mogę wejść ? - Zaśmiał się i przepchnął moje ramię.
- A bo wiesz. Chciałam, żebyś pojechał po pieluchy dla Luiz, mógłbyś ?
- Mamy pieluchy, tam stoją 2 paczki o cholera, zapomniałem o ważnej sprawie, zaraz wracam.
Pobiegłam na górę i powiadomiłam Pabla, żeby szybko się zbierał. Oczywiście stukając w drzwi. Nie miałam najmniejszej ochoty patrzeć na tą przebiegłą, wyrywającą facetów żmiję więc opuściłam korytarz i poczekałam, aż wyszli.. Pokój był w miarę ogarnięty. Ale no kurcze, Pablo nie mógł zrobić tego u siebie ? Byłam na niego zła! Tak normalnie zła! Źle się poczułam wchodząc tam, ale i widząc ich razem.. Pablo to mój przyjaciel i nie chce żeby cierpiał. W momencie wyjścia Pabla przyjechał German. Minęli się ale Esmeralda wyszła tyłem.
- No to jak minął ci dzień ? - Zapytałam.
- Fatalnie.. - odburknął.
- Dlaczego?
- Same problemy.
- Mogę ci je osłodzić?- Pocałowałam czule mojego męża. Ściągnęłam z niego marynarkę, pozostawiając w odpiętej koszuli. Wymieniliśmy się kilkoma pocałunkami. Wstałam z kanapy. Miałam zamiar wracać do studia a tu co? Taka niespodzianka? Sama sobie ją załatwiłam ale no cóż.. popatrzyłam na mój brzuch. Związałam włosy w koka i ubrałam się w czarne leginsy i zwykłą bluzkę. Zarzuciłam bluzę i wyszłam z domu, zostawiając Luiz i Belle pod opieką Germana. Dotarłam do budynku. Spojrzałam a dwa wielkie słupy i uczniów, korzystających z pogody. Tańczyli i śpiewali po prostu, robili to co kochali! Od razu dało poczuć się tą miłą atmosferę studia, promienne uśmiechy uczniów a także nauczycieli. Każdy serdecznie mnie przywitał. Poprosiłam Pabla, aby ogłosił spotkanie w sali muzycznej. Chciałam przekazać uczniom wiadomość.
- Jak wiecie miałam wracać bo moja córka ukończyła 8 miesięcy. Jednak pojawiła się kolejna niespodzianka.. I znowu jestem w ciąży.
Miny uczniów były mieszane. Gratulowali mi, że będę miała dziecko ale byli smutni z powodu tego, że nie wracam. Kolejny '' rok '' bez studia będzie udręką.
- Mam dla was jeszcze inną wiadomość.
- Słuchamy. -Powiedzieli chórem.
- Będę was uczyć przez te 4 miesiące póki nie będę w zaawansowanej ciąży.
Nagle wszyscy zaczeli mnie przytulać. Nauczycieli brak, a mój powrót to widocznie dla nich super wiadomość.
Musiałam opuścić salę z powodu telefonu.
- Słucham German ?
- Bo wiesz Angie.. gdzie są te pieluchy ? - W środku się gotowałam, że nie chciał po nie jechać ale też się śmiałam..
- Hm, może w sklepie? Już wracam, zaraz możesz jechać. - Rozłączyłam się i rzuciłam ostatnie słowa uczniom. Nie wiem od kiedy zaczne ale ta przerwa była dla mnie zdecydowanie za długa. Chce dalej uczyć, bo to jedna z rzeczy, które kocham. Gdy wróciłam do domu German był już gotowy do wyjścia, zajęłam się Luiz. Prosiłam go, żeby ją nakarmił.. wzięłam pustą butelkę i trzymając Luiz na rękach podgrzałam mleko. Po chwili, nakarmiłam ją i położyłam na dywanie z pudełkiem zabawek. Bella grzecznie bawiła się lalkami jednak ostatnio jej zachowanie mnie niepokoiło. Rysowała dziwne obrazki, związane ze śmiercią jej mamy, bawiła się lalkami a jedna z nich zawsze ginęła.. Nie wiem co się z nią dzieje.. zaniepokojona zadzwoniłam do Pabla, który poradził mi, żebym dużo rozmawiała z Bellą i przyzwyczajała ją do siebie. Weszłam do jej pokoju i wzięłam kredki. Narysowałam jej obrazek i poprosiłam, żeby powtórzyła. Ona jednk narysowała coś innego.. kompletnie innego.
____________________________
Rozdział pisany o 5 rano po sylwku :D Nie ma ładu i składu ale jest rozdział XD
Minimum 5 opinii - Zaczynam pisać nowy rozdział !
Dziekuje za przeczytanie ! :)
poniedziałek, 30 grudnia 2013
O Germangie rozdział 65 + Setny post na blogu !
* German *
Musiałem jechać do szpitala ale akurat w tej chwili zadzwonił porywacz.. Nie wiedziałem co zrobić, biec do żony czy ratować dziecko! Wiedziałem, że Angie jest we właściwych rękach i nie musze na razie tam być więc podbiegłem i odebrałem telefon.
- Halo German? Chciałam zapytać tylko czy wszystko u was w porządku ?- Dzwoniła matka Angie. Nie jade do żony bo odbieram telefony!? Rozłączyłem się i pojechałem do Angie. Leżała właśnie na łóżku i przewożono ją na blok operacyjny.
- Operacja? - Zapytałem przerażony.
- Musimy ją zoperować jeśli nie, nie wiemy czy dziecko przeżyje!
Nie zdążyłem nic powiedzieć. Angie została wprowadzona na blok. Usiadłem i zmartwiony myślałem.. Tu porwane dziecko, ciąża Angie i jeszcze operacja. Nie, to nie może być prawda.. Jak dziecko szczypałem się w ramię, żeby się obudzić. Tak, to nic nie pomogło. Jednakże martwiłem się o wszystko ale nie wszystko dało się ogarnąć.
- Tato.. - Poczułem dłoń Violetty na moim ramieniu.
- Angie pojechała na operację..
- Na operację ?! - Usiadła obok mnie, potrzebuje jej wsparcia..- Zostałam ciocią.. i wiem już co znaczy zaginiona siostrzenica. Jaki ból sprawia to, że nie mogę jej teraz zobaczyć! Wyobraź sobie, co kiedyś czuła Angie..
- Byłem cholernym dupkiem, że jej nie wybaczałem, i że nie zostaliśmy wtedy parą.
- Choć uświadamiałam cię, że się kochacie.
- Przepraszam..- Obróciłem się i spojrzałem mojej córce w oczy. - Przepraszam, że stchórzyłem..
Przytuliła mnie i pojechała do domu. Musi pilnować całej sytuacji.
* 2 godziny później *
Lekarz wyszedł z sali operacyjnej..
- Wszystko dobrze?
- Wystąpiły komplikacje ale udało nam się opanować jej ciśnienie.. Wybudzi się za godzine, może dwie.
Odetchnąłem z ulgą i wróciłem do domu, na pewno do niej przyjadę. Sprawdziłem czy pieniądze dla porywacza leżą w tym samym miejscu. Spokojnie schowane w szafce. Skierowałem się ku łazienki. Czuć było zapach dziecięcego płynu.. od razu przypomniałem sobie o Luiz. Ubrałem się w coś świeżego i zszedłem na dół. Policjanci chyba pojechali. Nagle ktoś walnął w drzwi. Zobaczyłem Jacoba. Tym razem był groźny, trzymał w ręku pistolet.
- Gdzie jest Angie.
- Nie ma jej - Krzyknąłem i wypchnąłem go z domu. Przyłożył mi pistolet do głowy..
- Pytam się, gdzie ona jest?
- Ja ci grzecznie odpowiem, a ty grzecznie odejdziesz? - Zapytałem, jednak mój plan był inny.
- No to proszę, zacznij! - Odczekałem chwilę po czym wyrwałem pistolet z rąk Jacoba i skierowałam ku niemu. Dopchnąłem go do drzwi, w których stanął policjant i momentalnie założył Jacobowi Kajdanki. Nie podejrzewali mnie, bo znali Jacoba. Dopiero wyszedł z więzienia.. Gdy policjant go wyprowadził pomyślałem, że to on musiał chować gdzieś Luiz. Zresztą po godzinie przesłuchania, sam się do tego przyznał. Nie mogłem jechać do Angie, musiałem szukać Luiz. Wsiadłem w mój samochód i pojechałem za grupką policjantów. Podejrzewali stary gmach w lesie, jednak jej tam nie było. W środku lasu zauważyłem garaż. Podjechałem tam.. w środku było bardzo brudno. Na podłodze walały się dziecięce zabawki i pieluchy. Z zamkniętego pomieszczenia usłyszałem płacz dziecka i byłem pewny, że to Luiz. Próbowałem otworzyć. Niestety drzwi były za mocno zamknięte. Szarpnąłem klamką i dosłownie '' wyrwałem '' drzwi. To co zobaczyłem przeszło moje myśli..
* Angie *
Otworzyłam oczy i rozejrzałam się po sali. Co znów mi się stało? Pamiętałam tylko, że porwano moją córkę a ja przed straceniem przytomności rozmawiałam z Pablo.. Pamiętałam też o dziecku, ale nie chciałam sobie na razie o tym przypominać.. Nie było przy mnie nikogo. Ani German, ani Violetta nie pofatygowali się przyjść. Usłyszeć można było tylko ciche krople, przepływające w mojej kroplówce. Poprosiłam pielęgniarkę, żeby podała mi mój telefon. Nie był on potrzebny bo do sali właśnie wszedł German. Na rękach trzymał.. moją córkę Luiz! Przez chwilę nie mogłam uwierzyć. Natomiast później, odpięłam z siebie wszystkie sprzęty choć nie wiedziałam czy było mi wolno, i podbiegłam do mojej córki. Otuliłam ją ciepłym uściskiem i uroniłam łze szczęścia.
- Zamknęli go ?
- Szukał ciebie..
- Mnie ?
- Z pistoletem. - Moje serce zaczęło bić szybciej, przestraszyłam się. - Chciał zabić mnie.. Zdążyłem.
Pocałowałam dumnego Germana. Od razu do szpitala zaczęły zjeżdżać się media i prosić o fakty, ja jednak pozostawałam w ciszy i cieszyłam się spowrotem moją córką. Była czysta i nakarmiona. Dobrze, że chociaż nie żyła w brudzie. Oddałam ją Germanowi i odwróciłam się na bok.. wyglądało, jakbym się obraziła.
- Angie co się dzieje? - Usiadł przy mnie German.
- Nie zasługuję na miano matki..
- Nie masz prawa tak mówić. Jesteś najwspanialszą matką jak i żoną. Trzymaj, bo chce do mamy. - German dał mi do rąk Luiz. Zasnęła.. Lekarka chciała zrobić mi USG a German korzystając z okazji, chciał zobaczyć. Przewieziono mnie do gabinetu ginekologicznego gdzie wsmarowano mi żel. Lekarka jeździła po moim brzuchu sprzętem. Zobaczyłam go/ją. German się uśmiechnął i pokazał małej Luiz monitor. Nie rozumiała nic, ale buzia i tak jej się śmiała.
- Jutro może pani już wyjść.
- Tak szybko po operacji ?
- To był bardziej zabieg, a nic pani nie grozi. - Uśmiechnęła się promiennie i wróciłam spowrotem do swojej sali.. Violetta, gdy tylko zobaczyła Luiz od razu się uśmiechnęła. Przytulała ją i nie chciała puścić. Miło było patrzeć, gdy moja.. moja pasierbica przytula swoją siostrzenicę.
_____________________________________________________--
Na 100 post zrobiłam zmiany na blogu i wprowadziłam akcje + Happy End. Oczywiście to nie end opowiadań, żeby nie było. Co do Olgi z Patelnią to zamierzam wprowadzić ją w następnym rozdziale xD Jak wam się podoba mój nowy wygląd blooga? :)
Minimum 6 OPINI - Nowy rozdzialik ♥
Jest długi, więc należy mi się :c XD
Dziękuje za uwagę!
Musiałem jechać do szpitala ale akurat w tej chwili zadzwonił porywacz.. Nie wiedziałem co zrobić, biec do żony czy ratować dziecko! Wiedziałem, że Angie jest we właściwych rękach i nie musze na razie tam być więc podbiegłem i odebrałem telefon.
- Halo German? Chciałam zapytać tylko czy wszystko u was w porządku ?- Dzwoniła matka Angie. Nie jade do żony bo odbieram telefony!? Rozłączyłem się i pojechałem do Angie. Leżała właśnie na łóżku i przewożono ją na blok operacyjny.
- Operacja? - Zapytałem przerażony.
- Musimy ją zoperować jeśli nie, nie wiemy czy dziecko przeżyje!
Nie zdążyłem nic powiedzieć. Angie została wprowadzona na blok. Usiadłem i zmartwiony myślałem.. Tu porwane dziecko, ciąża Angie i jeszcze operacja. Nie, to nie może być prawda.. Jak dziecko szczypałem się w ramię, żeby się obudzić. Tak, to nic nie pomogło. Jednakże martwiłem się o wszystko ale nie wszystko dało się ogarnąć.
- Tato.. - Poczułem dłoń Violetty na moim ramieniu.
- Angie pojechała na operację..
- Na operację ?! - Usiadła obok mnie, potrzebuje jej wsparcia..- Zostałam ciocią.. i wiem już co znaczy zaginiona siostrzenica. Jaki ból sprawia to, że nie mogę jej teraz zobaczyć! Wyobraź sobie, co kiedyś czuła Angie..
- Byłem cholernym dupkiem, że jej nie wybaczałem, i że nie zostaliśmy wtedy parą.
- Choć uświadamiałam cię, że się kochacie.
- Przepraszam..- Obróciłem się i spojrzałem mojej córce w oczy. - Przepraszam, że stchórzyłem..
Przytuliła mnie i pojechała do domu. Musi pilnować całej sytuacji.
* 2 godziny później *
Lekarz wyszedł z sali operacyjnej..
- Wszystko dobrze?
- Wystąpiły komplikacje ale udało nam się opanować jej ciśnienie.. Wybudzi się za godzine, może dwie.
Odetchnąłem z ulgą i wróciłem do domu, na pewno do niej przyjadę. Sprawdziłem czy pieniądze dla porywacza leżą w tym samym miejscu. Spokojnie schowane w szafce. Skierowałem się ku łazienki. Czuć było zapach dziecięcego płynu.. od razu przypomniałem sobie o Luiz. Ubrałem się w coś świeżego i zszedłem na dół. Policjanci chyba pojechali. Nagle ktoś walnął w drzwi. Zobaczyłem Jacoba. Tym razem był groźny, trzymał w ręku pistolet.
- Gdzie jest Angie.
- Nie ma jej - Krzyknąłem i wypchnąłem go z domu. Przyłożył mi pistolet do głowy..
- Pytam się, gdzie ona jest?
- Ja ci grzecznie odpowiem, a ty grzecznie odejdziesz? - Zapytałem, jednak mój plan był inny.
- No to proszę, zacznij! - Odczekałem chwilę po czym wyrwałem pistolet z rąk Jacoba i skierowałam ku niemu. Dopchnąłem go do drzwi, w których stanął policjant i momentalnie założył Jacobowi Kajdanki. Nie podejrzewali mnie, bo znali Jacoba. Dopiero wyszedł z więzienia.. Gdy policjant go wyprowadził pomyślałem, że to on musiał chować gdzieś Luiz. Zresztą po godzinie przesłuchania, sam się do tego przyznał. Nie mogłem jechać do Angie, musiałem szukać Luiz. Wsiadłem w mój samochód i pojechałem za grupką policjantów. Podejrzewali stary gmach w lesie, jednak jej tam nie było. W środku lasu zauważyłem garaż. Podjechałem tam.. w środku było bardzo brudno. Na podłodze walały się dziecięce zabawki i pieluchy. Z zamkniętego pomieszczenia usłyszałem płacz dziecka i byłem pewny, że to Luiz. Próbowałem otworzyć. Niestety drzwi były za mocno zamknięte. Szarpnąłem klamką i dosłownie '' wyrwałem '' drzwi. To co zobaczyłem przeszło moje myśli..
* Angie *
Otworzyłam oczy i rozejrzałam się po sali. Co znów mi się stało? Pamiętałam tylko, że porwano moją córkę a ja przed straceniem przytomności rozmawiałam z Pablo.. Pamiętałam też o dziecku, ale nie chciałam sobie na razie o tym przypominać.. Nie było przy mnie nikogo. Ani German, ani Violetta nie pofatygowali się przyjść. Usłyszeć można było tylko ciche krople, przepływające w mojej kroplówce. Poprosiłam pielęgniarkę, żeby podała mi mój telefon. Nie był on potrzebny bo do sali właśnie wszedł German. Na rękach trzymał.. moją córkę Luiz! Przez chwilę nie mogłam uwierzyć. Natomiast później, odpięłam z siebie wszystkie sprzęty choć nie wiedziałam czy było mi wolno, i podbiegłam do mojej córki. Otuliłam ją ciepłym uściskiem i uroniłam łze szczęścia.
- Zamknęli go ?
- Szukał ciebie..
- Mnie ?
- Z pistoletem. - Moje serce zaczęło bić szybciej, przestraszyłam się. - Chciał zabić mnie.. Zdążyłem.
Pocałowałam dumnego Germana. Od razu do szpitala zaczęły zjeżdżać się media i prosić o fakty, ja jednak pozostawałam w ciszy i cieszyłam się spowrotem moją córką. Była czysta i nakarmiona. Dobrze, że chociaż nie żyła w brudzie. Oddałam ją Germanowi i odwróciłam się na bok.. wyglądało, jakbym się obraziła.
- Angie co się dzieje? - Usiadł przy mnie German.
- Nie zasługuję na miano matki..
- Nie masz prawa tak mówić. Jesteś najwspanialszą matką jak i żoną. Trzymaj, bo chce do mamy. - German dał mi do rąk Luiz. Zasnęła.. Lekarka chciała zrobić mi USG a German korzystając z okazji, chciał zobaczyć. Przewieziono mnie do gabinetu ginekologicznego gdzie wsmarowano mi żel. Lekarka jeździła po moim brzuchu sprzętem. Zobaczyłam go/ją. German się uśmiechnął i pokazał małej Luiz monitor. Nie rozumiała nic, ale buzia i tak jej się śmiała.
- Jutro może pani już wyjść.
- Tak szybko po operacji ?
- To był bardziej zabieg, a nic pani nie grozi. - Uśmiechnęła się promiennie i wróciłam spowrotem do swojej sali.. Violetta, gdy tylko zobaczyła Luiz od razu się uśmiechnęła. Przytulała ją i nie chciała puścić. Miło było patrzeć, gdy moja.. moja pasierbica przytula swoją siostrzenicę.
_____________________________________________________--
Na 100 post zrobiłam zmiany na blogu i wprowadziłam akcje + Happy End. Oczywiście to nie end opowiadań, żeby nie było. Co do Olgi z Patelnią to zamierzam wprowadzić ją w następnym rozdziale xD Jak wam się podoba mój nowy wygląd blooga? :)
Minimum 6 OPINI - Nowy rozdzialik ♥
Jest długi, więc należy mi się :c XD
Dziękuje za uwagę!
piątek, 27 grudnia 2013
* O Germagie rozdział 64 : 33 *
* Angie *
Byłam tak zdenerwowana i osłabiona, że ledwo oddychałam. Poczułam leciutki ból w podbrzuszu pomyślałam, że to z nerwów. Przyszedł German, przytulił mnie i siedział przy mnie. Łzy lały mi się po policzkach. Jak mogłam niedopilnować dziecka? No tak, muszę powiadomić policję o telefonie od porywacza. Szybko pobiegłam do jednego z policjantów.
- Dzwonił..
- Kto dzwonił - Zapytał znajomy policjant. Jesteśmy sobie na ''ty''
Opowiedziałam mu szczegółowo. Uznali, że potrzebny jest podsłuch, skoro porywacz dzwonił. Po 2 godzinach wszystko było zamontowane. Dopiero teraz wróciła Olga, rozśpiewana, nie zdawała sobie powagi sytuacji bo nawet nie wiedziała o co chodzi. Zaczęła się dopytywać ale ja nie byłam w stanie nic mówić. German powiedział jej wszystko. Pobiegłam na górę i w płaczu usiadłam na łóżku. Usłyszałam jakieś krzyki z dołu, wołali mnie. Dlaczego ? Dlatego otóż, dzwonił porywacz i to ja musiałam odebrać. Odebrałam.. usłyszałam ciszę.. więc w sumie nic nie usłyszałam. Po chwili szybki płacz dziecka i urwanie połączenia. Drżałam, myślałam, że spotka mnie coś gorszego.. to był płacz Luiz! Najważniejsze, że żyje. Ciekawe w jakich warunkach. Musiałam działać, zbierać pieniądze, jakieś akcje, cokolwiek! Spojrzałam przez okno, media! No jeszcze czego! Podeszłam i powiedziałam tylko, że moja córka została porwana po czym wróciłam do domu. Za chwilę w telewizji były wiadomości i nie sądziłam, że tak szybko pojawi się artykuł o Luiz.
'' Kilku miesięczna dziewczynka, córka Germana i Angeles Castillo została porwana '' Wyłączyłam telewizor i rzuciłam pilotem o ziemię. Ten huk usłyszał Pablo, który przyszedł do domu. Zostawił gdzieś Bellę, ponieważ nie przyjechał z nią.
- Angie..
- Wiem Pablo, wiem. Powinnam się ogarnąć.
- Nie Angie! Słuchaj mnie jasne ?
- Słucham- Powiedziałam drżącym głosem z rozmazanym makijażem.
- Musisz się otrząsnąć. Luiz na pewno wróci! Pamiętaj ! Mogę ci pożyczyć 50 tysięcy złoty, dobrze?
- Nie Pablo nie musisz mi nic pożyczać. Mamy te pieniądze tylko że.. boje się o nią! Strasznie się o nią boje!
- Ile to ma być ?
- 234 Tys.. Ał! - Upadłam na podłogę..
- Angie ! Angie co ci jest !
* German *
Przybiegłem na górę zobaczyć jak sytuacja. Przy uchylonych drzwiach zobaczyłem Pabla stojącego nad Angie.. Wbiegłem do pokoju i uklęknąłem nad Angie. Zadzwoniłem na karetkę, która za 5 minut przyjechała. Zabrali Angie, znowu. Pojechałem za nimi. Co jej się dzieje? To już kilkakrotnie się powtarza. Martwię się o nią. Wypytywałem o stan zdrowia Angie ale nikt się nie interesował moimi pytaniami. Musiałem jechać, co by było, gdyby dzwonili porywacze? Za jakieś 30 minut otrzymałem telefon, Angie się wybudziła. Pojechałem do niej spowrotem. Wszystkim zajęła się Olga. Leżała na łóżku szpitalnym. Patrzyła się w sufit, lecz spuściła na mnie wzrok gdy podszedłem.
- Jak się czujesz- Odgarnąłem jej włosy z policzków i gładziłem jej twarz.
- Nie wiem jak ci to powiedzieć..
- Coś nie tak ?
- German bo.. bo ty..
- Spokojnie, nie denerwuj się. Przynieść ci jakieś rzeczy? Musisz zostać?
- Zostaniesz tatą po raz 2 !
Chwile postałem, żeby informacja do mnie dotarła.. Normalnie to się cieszę, ale teraz? Gdy prześladuje nas Jacob ? Gdy Porwali nam dziecko! ?
- To.. to wspaniale- Uśmiechnąłem się, żeby nie sprawić Angie przykrości. Zostane ojcem, będę miał kolejne dziecko.. cieszę się!
Choć na chwile zapomniałem o sytuacjach z życia codziennego. Nie umiałem jednak nie myśleć o Luiz. Zadzwonił telefon.. nie mój, Angie. Odebrała, dzwonił porywacz. W domu są zainstalowane podsłuchy więc wszystko słyszą.
- Na jutro 234,000. Ulica Fermani 23. Czekam na pieniądze. Odzyskasz córeczkę. W swoim czasie.. - Po tych słowach Angie nie mogła nic odpowiedzieć. Przejąłem telefon ale osoba mówiąca już się rozłączyła. Pojechałem do domu i zacząłem załatwiać pieniądze. Taka kwota to nie problem, wystarczyło otworzyć '' sejf ''. Wybrałem 100 tysięcy po czym pojechałem do banku wybrać brakujące 134,000. Włożyłem do w worek i zawinąłem. Poinformowałem policję, że mam pieniądze i jesteśmy gotowi na oddanie. Oczywiście dział jakiś plan, namierzenie tego człowieka itd. Nadal nie mogłem przyswoić sobie informacji, że Angie jest w ciąży. Nasza Luiz nie ma jeszcze roku. Nie dopuszczałem do siebie informacji, że może zginąć. Wszystko będzie dobrze jeśli postaramy się i oddamy złodziejowi daną kwotę. Złodziej ? Bardziej bandyta? Też nie. Nie wiem. Nie wiem i nie chce wiedzieć. Otrzymałem telefon ze szpitala, stan Angie gwałtownie się pogorszył..
___________________________________-
TU DU DU DU, STRASZNA MUZYCZKA.
Przepraszam Wiktorię Saramego, że nie wprowadziłam jeszcze Olgi z patelnią ale obiecuje, że wprowadze ! :DD
Pierwszy rozdział po świętach, jest wena :)
Min. 5 opinii- New rozdział :D
Dziękuje za uwagę ! :)
Byłam tak zdenerwowana i osłabiona, że ledwo oddychałam. Poczułam leciutki ból w podbrzuszu pomyślałam, że to z nerwów. Przyszedł German, przytulił mnie i siedział przy mnie. Łzy lały mi się po policzkach. Jak mogłam niedopilnować dziecka? No tak, muszę powiadomić policję o telefonie od porywacza. Szybko pobiegłam do jednego z policjantów.
- Dzwonił..
- Kto dzwonił - Zapytał znajomy policjant. Jesteśmy sobie na ''ty''
Opowiedziałam mu szczegółowo. Uznali, że potrzebny jest podsłuch, skoro porywacz dzwonił. Po 2 godzinach wszystko było zamontowane. Dopiero teraz wróciła Olga, rozśpiewana, nie zdawała sobie powagi sytuacji bo nawet nie wiedziała o co chodzi. Zaczęła się dopytywać ale ja nie byłam w stanie nic mówić. German powiedział jej wszystko. Pobiegłam na górę i w płaczu usiadłam na łóżku. Usłyszałam jakieś krzyki z dołu, wołali mnie. Dlaczego ? Dlatego otóż, dzwonił porywacz i to ja musiałam odebrać. Odebrałam.. usłyszałam ciszę.. więc w sumie nic nie usłyszałam. Po chwili szybki płacz dziecka i urwanie połączenia. Drżałam, myślałam, że spotka mnie coś gorszego.. to był płacz Luiz! Najważniejsze, że żyje. Ciekawe w jakich warunkach. Musiałam działać, zbierać pieniądze, jakieś akcje, cokolwiek! Spojrzałam przez okno, media! No jeszcze czego! Podeszłam i powiedziałam tylko, że moja córka została porwana po czym wróciłam do domu. Za chwilę w telewizji były wiadomości i nie sądziłam, że tak szybko pojawi się artykuł o Luiz.
'' Kilku miesięczna dziewczynka, córka Germana i Angeles Castillo została porwana '' Wyłączyłam telewizor i rzuciłam pilotem o ziemię. Ten huk usłyszał Pablo, który przyszedł do domu. Zostawił gdzieś Bellę, ponieważ nie przyjechał z nią.
- Angie..
- Wiem Pablo, wiem. Powinnam się ogarnąć.
- Nie Angie! Słuchaj mnie jasne ?
- Słucham- Powiedziałam drżącym głosem z rozmazanym makijażem.
- Musisz się otrząsnąć. Luiz na pewno wróci! Pamiętaj ! Mogę ci pożyczyć 50 tysięcy złoty, dobrze?
- Nie Pablo nie musisz mi nic pożyczać. Mamy te pieniądze tylko że.. boje się o nią! Strasznie się o nią boje!
- Ile to ma być ?
- 234 Tys.. Ał! - Upadłam na podłogę..
- Angie ! Angie co ci jest !
* German *
Przybiegłem na górę zobaczyć jak sytuacja. Przy uchylonych drzwiach zobaczyłem Pabla stojącego nad Angie.. Wbiegłem do pokoju i uklęknąłem nad Angie. Zadzwoniłem na karetkę, która za 5 minut przyjechała. Zabrali Angie, znowu. Pojechałem za nimi. Co jej się dzieje? To już kilkakrotnie się powtarza. Martwię się o nią. Wypytywałem o stan zdrowia Angie ale nikt się nie interesował moimi pytaniami. Musiałem jechać, co by było, gdyby dzwonili porywacze? Za jakieś 30 minut otrzymałem telefon, Angie się wybudziła. Pojechałem do niej spowrotem. Wszystkim zajęła się Olga. Leżała na łóżku szpitalnym. Patrzyła się w sufit, lecz spuściła na mnie wzrok gdy podszedłem.
- Jak się czujesz- Odgarnąłem jej włosy z policzków i gładziłem jej twarz.
- Nie wiem jak ci to powiedzieć..
- Coś nie tak ?
- German bo.. bo ty..
- Spokojnie, nie denerwuj się. Przynieść ci jakieś rzeczy? Musisz zostać?
- Zostaniesz tatą po raz 2 !
Chwile postałem, żeby informacja do mnie dotarła.. Normalnie to się cieszę, ale teraz? Gdy prześladuje nas Jacob ? Gdy Porwali nam dziecko! ?
- To.. to wspaniale- Uśmiechnąłem się, żeby nie sprawić Angie przykrości. Zostane ojcem, będę miał kolejne dziecko.. cieszę się!
Choć na chwile zapomniałem o sytuacjach z życia codziennego. Nie umiałem jednak nie myśleć o Luiz. Zadzwonił telefon.. nie mój, Angie. Odebrała, dzwonił porywacz. W domu są zainstalowane podsłuchy więc wszystko słyszą.
- Na jutro 234,000. Ulica Fermani 23. Czekam na pieniądze. Odzyskasz córeczkę. W swoim czasie.. - Po tych słowach Angie nie mogła nic odpowiedzieć. Przejąłem telefon ale osoba mówiąca już się rozłączyła. Pojechałem do domu i zacząłem załatwiać pieniądze. Taka kwota to nie problem, wystarczyło otworzyć '' sejf ''. Wybrałem 100 tysięcy po czym pojechałem do banku wybrać brakujące 134,000. Włożyłem do w worek i zawinąłem. Poinformowałem policję, że mam pieniądze i jesteśmy gotowi na oddanie. Oczywiście dział jakiś plan, namierzenie tego człowieka itd. Nadal nie mogłem przyswoić sobie informacji, że Angie jest w ciąży. Nasza Luiz nie ma jeszcze roku. Nie dopuszczałem do siebie informacji, że może zginąć. Wszystko będzie dobrze jeśli postaramy się i oddamy złodziejowi daną kwotę. Złodziej ? Bardziej bandyta? Też nie. Nie wiem. Nie wiem i nie chce wiedzieć. Otrzymałem telefon ze szpitala, stan Angie gwałtownie się pogorszył..
___________________________________-
TU DU DU DU, STRASZNA MUZYCZKA.
Przepraszam Wiktorię Saramego, że nie wprowadziłam jeszcze Olgi z patelnią ale obiecuje, że wprowadze ! :DD
Pierwszy rozdział po świętach, jest wena :)
Min. 5 opinii- New rozdział :D
Dziękuje za uwagę ! :)
poniedziałek, 23 grudnia 2013
Życzenia + Przerwa !
W tym skromnym obrazku składam wam życzenia! Co do przerwy to ma '' przerwę świąteczną '' i rozdział napisze pewnie w pierwszy dzień świąt czyli 25 grudnia! Zaglądajcie ! Dziekuje za uwagę !:)
piątek, 20 grudnia 2013
O Gemangie rozdział 63- Zaginięcie.
* Angie *
Obróciłam się na pięcie i odeszłam. Zobaczyłam zawiedzioną minę Germana.. co on sobie myśli, oj co. Zaśmiałam się w myślach. Spojrzałam na Luiz, siedziała grzecznie na rękach Violetty. Aniołek nie dziecko. Znów się uśmiechnęłam. Mój uśmiech przerwał jeden telefon.
- Angeles? - Usłyszałam głos Jacoba.
- Znowu ty? Nie mam czasu bo wiesz, coś przerywa.
- Jeśli teraz mnie zignorujesz, pożałujesz później- Przestraszyłam się i szybko rozłączyłam.. Staram się o tym nie myśleć. Dołują mnie takie sytuacje. Wzięłam Luiz w swoje ręce i ułożyłam ją do drzemki. Usiadłam na kanapie ale momentalnie zasnęłam.
<><><<><><
- Ciociu !- Usłyszałam głos. Myślałam, że jeszcze śnie. Ocknęłam się i zobaczyłam Bellę stojącą mi przed oczami.
- Tak kochanie ? - Uśmiechnęłam się promiennie.
- Gdzie Luiz ? - Zerwałam się szybko z łóżka. Spojrzałam do łóżeczka, nie ma jej. Obejrzałam cały pokój, dom, zapytałam każdego a jak się okazało tylko ja zostałam. Violetta wyszła na spotkanie z przyjaiciółkami, Olga na zakupy, German i Ramallo wybrać pieniądze dla Olgi na zakupy.. gdzie jest Luiz ?! Wpadłam w panikę, nigdzie nie mogłam jej znaleźć. Bella usiadła i bawiła się lalkami, nie rozumiała co robię. Szybko wybrałam numer do Germana. Łącząc się, spojrzałam przez okno. Czarne BMW odjechało z pod naszego domu.
- Luiz zniknęła ! - Krzyknęłam panicznie do słuchawki.
- Jak to zniknęła? Może gdzieś..
- Nie umie chodzić ! Myśl trochę ! Nie brałeś jej? Może Olga, Violetta ?
- Nie wydaje mi się, Olga jest w sklepie, to pewne. A Violetta.. nie wiem!- Rozłączyłam się i zadzwoniłam do Violi. Powiedziała, że nie ma dziecka i szybko przyjechała do domu. A co jeśli Luiz została porwana! A co jeśli .. chwila .. przypomniałam sobie ostatni słowa Jacoba '' Jeśli teraz mnie zignorujesz, pożałujesz później ''! Może on się mści! ? Obszukałam jeszcze raz cały dom, po Luiz ani śladu. Zabrałam Bellę i pojechałam na policję. Zostawiłam ją u Pabla i udałam się na komisariat. Z lękiem opowiedziałam wszystko, co wiedziałam. Jestem nie odpowiedzalną, głupią matką! Nie nadaje się do roli mamy ! Niewinna łza zsunęła mi się po policzku. Nie przecierałam jej a jak głupia zaczęłam płakać. To nic nie da.Policja od razu zareagowała, dobrze. Część pojechała do nas a część zaczęła od poszukiwań okolicy niestety bez żadnych dowodów, śladów nic nie mogli znaleźć. German przyjechał i objął mnie ramienem.
- To nie twoja wina - Tłumaczył .Jasne, że to moja wina. Zasnęłam ..
- Moja! NIc tego nie zmieni! A co jeśli to Jacob ! - Opowiedziałam Germanowi co mi powiedział.
- Zajmujesz się masą rzeczy, po prostu ze zmęczenia zasnęłaś ! Zobaczyłam, że dzwoni mój telefon. Myślałam, że to ktoś od nas. Usłyszałam mi znajomy, ale zmieniony na bardziej niski głos.
- Żądam pieniędzy, a oddam ci twoją córeczkę. - Włączyłam na głośny i dałam znak Germanowi.
- Wiem kim jesteś, nie ujdzie ci to na sucho.
- Na pewno? Masz załatwić 234,000 jeśli nie, to pożegnasz się z Luiz. - Nie mogłam w to uwierzyć. Rozmówca się rozłączył.. to na pewno Jacob ? Powiedziałam wszystko policji. Założyli nam podsłuch na wszelkie telefony i dom. Teraz przejmowałam się jednym, moją córeczką!
______________________________________________
TAKIE EMOCJE, ŻE WOW ;-; Żartuję. Chcecie kolejny rozdział? Skomentujcie ♥ Wyjątkowo dziś nadała tytuł.
Minimum 5 opinii- Nowy rodział.
Dzięki za poświęconą uwagę- Daria♥
Obróciłam się na pięcie i odeszłam. Zobaczyłam zawiedzioną minę Germana.. co on sobie myśli, oj co. Zaśmiałam się w myślach. Spojrzałam na Luiz, siedziała grzecznie na rękach Violetty. Aniołek nie dziecko. Znów się uśmiechnęłam. Mój uśmiech przerwał jeden telefon.
- Angeles? - Usłyszałam głos Jacoba.
- Znowu ty? Nie mam czasu bo wiesz, coś przerywa.
- Jeśli teraz mnie zignorujesz, pożałujesz później- Przestraszyłam się i szybko rozłączyłam.. Staram się o tym nie myśleć. Dołują mnie takie sytuacje. Wzięłam Luiz w swoje ręce i ułożyłam ją do drzemki. Usiadłam na kanapie ale momentalnie zasnęłam.
<><><<><><
- Ciociu !- Usłyszałam głos. Myślałam, że jeszcze śnie. Ocknęłam się i zobaczyłam Bellę stojącą mi przed oczami.
- Tak kochanie ? - Uśmiechnęłam się promiennie.
- Gdzie Luiz ? - Zerwałam się szybko z łóżka. Spojrzałam do łóżeczka, nie ma jej. Obejrzałam cały pokój, dom, zapytałam każdego a jak się okazało tylko ja zostałam. Violetta wyszła na spotkanie z przyjaiciółkami, Olga na zakupy, German i Ramallo wybrać pieniądze dla Olgi na zakupy.. gdzie jest Luiz ?! Wpadłam w panikę, nigdzie nie mogłam jej znaleźć. Bella usiadła i bawiła się lalkami, nie rozumiała co robię. Szybko wybrałam numer do Germana. Łącząc się, spojrzałam przez okno. Czarne BMW odjechało z pod naszego domu.
- Luiz zniknęła ! - Krzyknęłam panicznie do słuchawki.
- Jak to zniknęła? Może gdzieś..
- Nie umie chodzić ! Myśl trochę ! Nie brałeś jej? Może Olga, Violetta ?
- Nie wydaje mi się, Olga jest w sklepie, to pewne. A Violetta.. nie wiem!- Rozłączyłam się i zadzwoniłam do Violi. Powiedziała, że nie ma dziecka i szybko przyjechała do domu. A co jeśli Luiz została porwana! A co jeśli .. chwila .. przypomniałam sobie ostatni słowa Jacoba '' Jeśli teraz mnie zignorujesz, pożałujesz później ''! Może on się mści! ? Obszukałam jeszcze raz cały dom, po Luiz ani śladu. Zabrałam Bellę i pojechałam na policję. Zostawiłam ją u Pabla i udałam się na komisariat. Z lękiem opowiedziałam wszystko, co wiedziałam. Jestem nie odpowiedzalną, głupią matką! Nie nadaje się do roli mamy ! Niewinna łza zsunęła mi się po policzku. Nie przecierałam jej a jak głupia zaczęłam płakać. To nic nie da.Policja od razu zareagowała, dobrze. Część pojechała do nas a część zaczęła od poszukiwań okolicy niestety bez żadnych dowodów, śladów nic nie mogli znaleźć. German przyjechał i objął mnie ramienem.
- To nie twoja wina - Tłumaczył .Jasne, że to moja wina. Zasnęłam ..
- Moja! NIc tego nie zmieni! A co jeśli to Jacob ! - Opowiedziałam Germanowi co mi powiedział.
- Zajmujesz się masą rzeczy, po prostu ze zmęczenia zasnęłaś ! Zobaczyłam, że dzwoni mój telefon. Myślałam, że to ktoś od nas. Usłyszałam mi znajomy, ale zmieniony na bardziej niski głos.
- Żądam pieniędzy, a oddam ci twoją córeczkę. - Włączyłam na głośny i dałam znak Germanowi.
- Wiem kim jesteś, nie ujdzie ci to na sucho.
- Na pewno? Masz załatwić 234,000 jeśli nie, to pożegnasz się z Luiz. - Nie mogłam w to uwierzyć. Rozmówca się rozłączył.. to na pewno Jacob ? Powiedziałam wszystko policji. Założyli nam podsłuch na wszelkie telefony i dom. Teraz przejmowałam się jednym, moją córeczką!
______________________________________________
TAKIE EMOCJE, ŻE WOW ;-; Żartuję. Chcecie kolejny rozdział? Skomentujcie ♥ Wyjątkowo dziś nadała tytuł.
Minimum 5 opinii- Nowy rodział.
Dzięki za poświęconą uwagę- Daria♥
wtorek, 17 grudnia 2013
* O Germangie rozdział 62 * ^^
* Angie *
WIECZÓR
Zmęczona poszłam do łazienki się odświeżyć. Czym zmęczona? Całym tym dniem.. Dosłownie '' rzuciłam się na łóżko '' a kto mi w tym pomógł? Mój kochany mąż German!
- Nie licz na nic.
- Bo .. ? - Odrzekł.
- Jestem zmęczona, dobranoc- Przykryłam się i odwróciłam bokiem do Germana.
- A może ..
- Nie .. - Po woli zaczynało chcieć mi się śmiać. W końcu sobie odpuściłam, cmoknęłam Germana w usta, on oddał pocałunek..
- Co ci chodzi po głowie German .. oj co?
- Nie wiesz? To źle..
- Nie to, że nie wiem ale .. - German przyciągnął mnie do siebie i pocałował..
RANO
- German wstawaj! 12:00 - Dopiero po chwili zorientowałam się, że zaspaliśmy i mam zdarty głos. Trzeba było nie śpiewać wszędzie gdzie się da. Chyba bierze mnie przeziębienie. Obolała wstałam i wzięłam jakieś leki. Niepotrzebnie się fatyguje, samo się wyleczy.
- Samo to się nic nie zrobi- Weszła Olga, niosąca Luiz na rękach. Wiedziałam, że wstała wcześniej i ją nakarmiła. Zorientowałam się, że myślałam głośno.. no tak! Odebrałam Luiz od Olgi i podziękowałam za opieke. Do domu przyszedł Pablo, przyprowadził Bellę i poszedł. Jak oni wcześnie wstali, że Bella zdążyła gdzieś pojechać, jest już po śniadaniu .. w sumie jest 12:10 .. nie dziwne. W drzwiach stanęła Violetta.
- Co to się robiło, że się o 12 wstało ? Skończyliśmy dziś zajęcia bardzo wcześnie. Jakieś spotkanie nauczycieli.
- A ja nie..
- Nie, nie musisz iść. - Violetta rzuciła mi uśmiech i pobiegła po dzwoniący telefon. - O idzie moja siostrzenica ? - Roześmiała się i zakręciła Bellą w okół siebie. Ja jestem dla niej ciocią. Violetta, Olga.. dużo ma tych cioć. Szybkim krokiem poszłam się ogarnąć. Założyłam błękitną, matową tunike i granatowe legginsy. I tak nie zamierzam nigdzie wyjść. Próbowałam wyrzucić z głowy sobie sen. Ten sen, gdzie myślałam o tym, jak poroniłam. Nie może tak się stać.. to nie realne. Angie! Wybij to sobie z głowy! Wzięłam książkę i otworzyłam na pierwszym rozdziale. Nawet nie zaczęta. Nie mam czasu na nic a co mówiąc dla siebie. I tak obowiązki wzywały więc zdążyłam przeczytać jedną stronę. Poszłam do Luiz. Ubrałam ją w sukienkę i narzuciłam jej sweterek. Wyciągnęłam z szafy normalne legginsy i bluzkę sięgającą po uda. Związałam włosy w kok i nałożyłam lekki, zrobiony na szybko makijaż. Wyciągnęłam wózek, myślę , że mogę już wyprowadzić Bellę w wózku z jednym ewentualnie dwoma kocami .. nie tysiącami jak to robiłam przez ostatni czas. Włożyłam małą do wózka i wyszłam z domu. Bella została Violettą więc nie chciała iść. Gdzie ja właściwie miałam .. a no tak. Amnezja? Tak, na pewno.. Zaśmiałam się po cichu i szłam dalej. W końcu dotarłam. Wprowadziłam wózek i wyjęłam z niego Luiz. Przechodziłam pomiędzy wieszakami, półkami z dziecięcymi ubraniami. Oglądałam się za nie jedną sukienką. Spojrzałam na konkretną.. śliczna. Błękino różowa, z tiulem, lekko błyszcząca. Kupiłam Luiz kilka ubrań, bez mierzenia bo ona by się nie dała. Uparciuch. Wybrałam 2 pary butów też Belli bo wiem, że wyrasta. Nie możliwe, że wychodząc minęłam się z Pablem. WIdocznie szedł kupić coś dla Belli. Czemu mnie zignorował? Nie zauważył? Może zrobił to celowo ? Nie zadręczając sobie tym głowy ruszyłam do sklepu z zabawkami. Wybrała dziewczynkom kilka lalek i misiów. Dawno nie robiłam takich zakupów. W domu, wzruszona Violetta oglądała te wszystkie '' maleńkie '' ubrania. Choć nie były takie maleńkie.
- Zakupy ? - Zapytał German i rzucił mi podejrzane spojrzenie.
- Tak, dla twoich córek.. znaczy się córki i siostrzenicy.
Czyżbym naprawdę się tak pomyliła ? To nie jest nasza siostrzenica, krewna no skądże. Jednak traktujemy ją tak. Nie będzie mówić do nas ' Mamo , tato ' bo ma biologicznego ojca..
- Angie więc jak już wspominałem- German zaciągnął mnie na bok. - Chciałbym mieć synka, lub drugą córkę.
- German ja .. - Odgarnął moje włosy i patrzył mi w oczy.. - Ja .. em .. ja..
'' Ja '' to zatapiałam się w jego wzroku. Powoli się odsunęłam i odeszłam bez odpowiedzi. German mnie zatrzymał, pocałował i puścił spowrotem.. Wariat ..
______________________________________________
Więc na życzenie dodałam więcej Germangie ;) Rozdział znówy pisany w nocy. Z małą weną. C :
Min. 5 opinii = Nowy rozdział ! :) :)
Gracias za przeczytanie ; 3
WIECZÓR
Zmęczona poszłam do łazienki się odświeżyć. Czym zmęczona? Całym tym dniem.. Dosłownie '' rzuciłam się na łóżko '' a kto mi w tym pomógł? Mój kochany mąż German!
- Nie licz na nic.
- Bo .. ? - Odrzekł.
- Jestem zmęczona, dobranoc- Przykryłam się i odwróciłam bokiem do Germana.
- A może ..
- Nie .. - Po woli zaczynało chcieć mi się śmiać. W końcu sobie odpuściłam, cmoknęłam Germana w usta, on oddał pocałunek..
- Co ci chodzi po głowie German .. oj co?
- Nie wiesz? To źle..
- Nie to, że nie wiem ale .. - German przyciągnął mnie do siebie i pocałował..
RANO
- German wstawaj! 12:00 - Dopiero po chwili zorientowałam się, że zaspaliśmy i mam zdarty głos. Trzeba było nie śpiewać wszędzie gdzie się da. Chyba bierze mnie przeziębienie. Obolała wstałam i wzięłam jakieś leki. Niepotrzebnie się fatyguje, samo się wyleczy.
- Samo to się nic nie zrobi- Weszła Olga, niosąca Luiz na rękach. Wiedziałam, że wstała wcześniej i ją nakarmiła. Zorientowałam się, że myślałam głośno.. no tak! Odebrałam Luiz od Olgi i podziękowałam za opieke. Do domu przyszedł Pablo, przyprowadził Bellę i poszedł. Jak oni wcześnie wstali, że Bella zdążyła gdzieś pojechać, jest już po śniadaniu .. w sumie jest 12:10 .. nie dziwne. W drzwiach stanęła Violetta.
- Co to się robiło, że się o 12 wstało ? Skończyliśmy dziś zajęcia bardzo wcześnie. Jakieś spotkanie nauczycieli.
- A ja nie..
- Nie, nie musisz iść. - Violetta rzuciła mi uśmiech i pobiegła po dzwoniący telefon. - O idzie moja siostrzenica ? - Roześmiała się i zakręciła Bellą w okół siebie. Ja jestem dla niej ciocią. Violetta, Olga.. dużo ma tych cioć. Szybkim krokiem poszłam się ogarnąć. Założyłam błękitną, matową tunike i granatowe legginsy. I tak nie zamierzam nigdzie wyjść. Próbowałam wyrzucić z głowy sobie sen. Ten sen, gdzie myślałam o tym, jak poroniłam. Nie może tak się stać.. to nie realne. Angie! Wybij to sobie z głowy! Wzięłam książkę i otworzyłam na pierwszym rozdziale. Nawet nie zaczęta. Nie mam czasu na nic a co mówiąc dla siebie. I tak obowiązki wzywały więc zdążyłam przeczytać jedną stronę. Poszłam do Luiz. Ubrałam ją w sukienkę i narzuciłam jej sweterek. Wyciągnęłam z szafy normalne legginsy i bluzkę sięgającą po uda. Związałam włosy w kok i nałożyłam lekki, zrobiony na szybko makijaż. Wyciągnęłam wózek, myślę , że mogę już wyprowadzić Bellę w wózku z jednym ewentualnie dwoma kocami .. nie tysiącami jak to robiłam przez ostatni czas. Włożyłam małą do wózka i wyszłam z domu. Bella została Violettą więc nie chciała iść. Gdzie ja właściwie miałam .. a no tak. Amnezja? Tak, na pewno.. Zaśmiałam się po cichu i szłam dalej. W końcu dotarłam. Wprowadziłam wózek i wyjęłam z niego Luiz. Przechodziłam pomiędzy wieszakami, półkami z dziecięcymi ubraniami. Oglądałam się za nie jedną sukienką. Spojrzałam na konkretną.. śliczna. Błękino różowa, z tiulem, lekko błyszcząca. Kupiłam Luiz kilka ubrań, bez mierzenia bo ona by się nie dała. Uparciuch. Wybrałam 2 pary butów też Belli bo wiem, że wyrasta. Nie możliwe, że wychodząc minęłam się z Pablem. WIdocznie szedł kupić coś dla Belli. Czemu mnie zignorował? Nie zauważył? Może zrobił to celowo ? Nie zadręczając sobie tym głowy ruszyłam do sklepu z zabawkami. Wybrała dziewczynkom kilka lalek i misiów. Dawno nie robiłam takich zakupów. W domu, wzruszona Violetta oglądała te wszystkie '' maleńkie '' ubrania. Choć nie były takie maleńkie.
- Zakupy ? - Zapytał German i rzucił mi podejrzane spojrzenie.
- Tak, dla twoich córek.. znaczy się córki i siostrzenicy.
Czyżbym naprawdę się tak pomyliła ? To nie jest nasza siostrzenica, krewna no skądże. Jednak traktujemy ją tak. Nie będzie mówić do nas ' Mamo , tato ' bo ma biologicznego ojca..
- Angie więc jak już wspominałem- German zaciągnął mnie na bok. - Chciałbym mieć synka, lub drugą córkę.
- German ja .. - Odgarnął moje włosy i patrzył mi w oczy.. - Ja .. em .. ja..
'' Ja '' to zatapiałam się w jego wzroku. Powoli się odsunęłam i odeszłam bez odpowiedzi. German mnie zatrzymał, pocałował i puścił spowrotem.. Wariat ..
______________________________________________
Więc na życzenie dodałam więcej Germangie ;) Rozdział znówy pisany w nocy. Z małą weną. C :
Min. 5 opinii = Nowy rozdział ! :) :)
Gracias za przeczytanie ; 3
Subskrybuj:
Posty (Atom)
