* German *
- Będą państwo mieli... chwila. - Stan Angie gwałtownie się pogorszył. Zaczęła być blada i traciła świadomość. Podałem jej szklankę wody, zaczęła się kulić, co znaczyło, że boli ją brzuch. Nie pozostawało mi nic więcej jak zabrać ją do szpitala obok. Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do samochodu. Z piskiem opon pojechałem czym prędzej do pobliskiego szpitala. Zaniosłem ją do pierwszego lepszego lekarza. Niby tylko straciła świadomość, a stwierdzili, że muszą ją.. operować?! Czy możliwe jest to, że w tak krótkim czasie można rozpocząć operację? Nie miałem czasu nikogo zapytać, po prostu musiałem czekać.
* 3 godziny później *
Myślałem, że los się do mnie już nie uśmiechnie, ale operacja była krótka i wszystko poszło dobrze. Czekała na mnie tylko jedna zła wiadomośc, nie wiedziałem jeszcze jaka. Cicho wszedłem do Angie. Zastałem ją w fatalnym stanie. Była blada i zapłakana. Nie miałem odwagi jej zapytać.. w końcu wydusiła z siebie kilka słów.
- German.. straciliśmy dziecko.- Powiedziała między szlochami. Odwróciła się na drugi bok i nie odzywała się do mnie. Próbowałem ją pocieszać, pytać, choć sam byłemtak załamany, że nie dałem rady nic zrobić. Ani pojechać do domu, ani się przejść. Nie mogłem zostawić Angie samej. Spędzę więc noc w szpitalu, na krześle, przy niej..
* Poranek *
Tak, nie spałem prawie całą noc. Zdrzemnąłem się może z 30 minut. Cała ta myśl mnie przerastała.. Gdy Angie się obudziła, nadal płakała, ale czuła się już lepiej. Strata dziecka dla mnie, jak i dla mojej żony to trauma. Poroniła.. jaki pech nas w życiu spotkał. Nie chciała ze mną rozmawiać a bałem się, że zamknie się w sobie, lub coś sobie zrobi. Przyniosłem jej herbatę i drożdżówkę, lecz nie chciała nic jeść.
- Angie.. mamy córeczkę, Luiz.. pomyśl o niej. - Machnęła przecząco głową. - Muszę do niej jechać.. - Wydukałem.
- Masz rację, jedź. Przywieź ją tu, proszę.
- Jasne.
Pojechałem do Luiz, aby nie została sama, Olga i Violetta też mają obowiązki. Musiałem ją nakarmić, przewinąć i przebrać. Wziąłem jakąś zupkę i odgrzałem, wszystko mi spadło. Musiałem zrobić jedzenie dla Luiz od nowa.
- Ty też nie chcesz jeść ? No chodź, zobacz jakie pyszne.- Nie umiałem nawet się uśmiechnąć.
Jakimś cudem udało mi się nakarmić Luiz. Wyjąłem krem i czyste pieluchy. No cóż, nie byłem w tym najlepszy ale muszę się nią zaopiekować, na pewno będzie tak przez następne kilka dni, miesięcy.. nie wiadomo jak będzie się czuła Angie i czy będzie gotowa żeby zaopiekować się córką. Dałem Luiz smoczka i narysowałem z nią rysunek. Mała malarka..
- Zawieziemy go mamusi. - Wymusiłem uśmiech na twarzy i odjechałem spowrotem do szpitala. Gdy już dotarłem do sali Angie, ona nie chciała się odezwać. Usłyszała cichy szloch Luiz, obróciła się, lecz nie uśmiechnęła. Wzięła ją na ręce i delikatnie trzymała.. po kilku minutach mi ją oddała. Chciałem wyjść z sali.
- Czy.. czy mógłbyś, tutaj ją.. zostawić ?
Wiedziałem, że w szpitalu są łóżeczka dla dzieci, które chcą zostać z matkami. Nie pozostawało mi nic innego. Zawołałem pielęgniarkę i poprosiłem ją o pomoc. Wiedziała, jaką mamy sytuację i pomogła nam wszystko przygotować. Po długim czasie Angie wreszcie się czegoś napiła i wstała do córki.
* Angie *
Kocham cię.. kocham cię najmocniej na świecie. - Wyszeptałam wprost do mojej córki. Nie mogę dalej uwierzyć, że nie mam już.. dziecka, które nosiłam przez 5 miesięcy. Wiedziałam, że muszę się jakoś zebrać w sobie. Ogarnęłam trochę włosy, ale nie chciałam za bardzo z nikim rozmawiać. Chciałam posiedzieć sama. Delikatniepowiedziałam o tym Germanowi, zrozumiał. Zostawił mnie samą z Luiz, ważne, że mam jedno swoje dziecko, które zawsze będę kochała..
__________________________________________
Tak, niektórzy zgadli co będzie się działo ;-; Co sądzicie o tym rozdziale ? Jak wrażenia ? ^^
Minimum 6 opinii - Nowy rozdział.
Dziękuje za uwagę :)
Daria ♥
wtorek, 11 lutego 2014
sobota, 8 lutego 2014
O Germangie rozdział 72.
* Angie *
' Spotkajmy się o 17:00. Myślę, że Bella wróci do mnie- Pablo '
O co mu chodziło ? Przestraszyłam się na samą myśl, że Pablo chce mi odebrać Bellę. Godzina.. 11:00. Zaczęła mnie już boleć głowa od napięcia i stresu. Denerwowałam się co powie mi Pablo. Usiadłam na kanapie i zaczęłam czytać książke. Żaden wyraz nie docierał do mnie, bo cały czas o tym myślałam. W razie czego muszę wykorzystać chwilę z Bellą. Jest moją.. '' córką ''. Ona była przezemnie i Germana zaadoptowana. Pablo nie może mi jej teraz odebrać. Czas bardzo mi się dłużył. Wreszcie po długim czasie nadeszła 16:30. Podeszłam pod dom Pabla i zadzwoniłam dzwonkiem.
- Wchodź. - Zaprosił mnie brunet.
- Więc, o co chodzi? - Zapytałam niepewnie.
- Wiesz.. - Odparsknął. - Nie mam nikogo.. chcę mieć choć jedną osobę, która będzie dla mnie najważniejsza. Chodzi o to, że..
- Nie Pablo, nie oddam ci Belli.
- Może dała byś mi skończyć? Bella to moja córka, nie zabronisz mi się z nią widywać.
- Widywać się z nią możesz, lecz ci jej nie oddam.- Odparłam.
- Będę się o niąubiegał. - Powiedział lekko poddenerwowany.
- Proszę bardzo. Chcesz wojny o dziecko? Naprawdę ? Zaadopowaliśmy ją i jesteśmy jej prawnymi opiekunami. Żegnam.
Nie zważając na odpowiedź Pabla, szarmanckim krokiem wyszłam z jego domu. Próbowałam o tym nie myśleć, aby się nie stresować. Mam dziś wizytę u ginekologa, dowiedzieć się o płeć. Byłam zła, z powodu Pabla i podekscytowana, z powodu dziecka. Zadzwoniłam pod numer, który podano mi w przychodni i załatwiłam sobie wizytę. To wszystko nie było takie proste, ponieważ ośrodek, do którego muszę jechać jest dość daleko. Wizytę mam na godzinę 18:00. Trochę późno, ale na pewno dojadę. Napisałam Germanowi SMS-a.
'' Przyjedź po mnie. Jestem przy studiu. ''
Po kilku minutach German podjechał samochodem.
- Gdzie chcesz jechać?
- 28 kilometrów z tąd, zaznaczę ci trasę na nawigacji.
Mimo, iż było to trochę daleko, German przyśpieszył i dojechałam na czas. Do gabinetu wszedł razem ze mną.
- Ja to bym chciał syna. - Powiedział tuż przed wejściem.
- Ty to wiele rzeczy chcesz. - Odparłam, po czym weszłam do gabinetu.
Jak każdy ginekolog, musiał wyjąć swoje sprzęty. Czułam na swoim już dość dużym brzuchu nieprzyjemny zimny krem. Gdy lekarz skończył, mogłam po woli wycierać swój brzuch.
- Jest to nie potwierdzone. Ale wszystko wskazuje na to, że będą państwo mieli..
______________________________________
Spodziewacie się syna czy córki ?
Przepraszam, że rozdziałkrótszy, no ale cóż. Grunt, że jest.
Minimum 5 opinii - Nowy rozdział ! c:
Dziękuje za przeczytanie !
Daria ♥
' Spotkajmy się o 17:00. Myślę, że Bella wróci do mnie- Pablo '
O co mu chodziło ? Przestraszyłam się na samą myśl, że Pablo chce mi odebrać Bellę. Godzina.. 11:00. Zaczęła mnie już boleć głowa od napięcia i stresu. Denerwowałam się co powie mi Pablo. Usiadłam na kanapie i zaczęłam czytać książke. Żaden wyraz nie docierał do mnie, bo cały czas o tym myślałam. W razie czego muszę wykorzystać chwilę z Bellą. Jest moją.. '' córką ''. Ona była przezemnie i Germana zaadoptowana. Pablo nie może mi jej teraz odebrać. Czas bardzo mi się dłużył. Wreszcie po długim czasie nadeszła 16:30. Podeszłam pod dom Pabla i zadzwoniłam dzwonkiem.
- Wchodź. - Zaprosił mnie brunet.
- Więc, o co chodzi? - Zapytałam niepewnie.
- Wiesz.. - Odparsknął. - Nie mam nikogo.. chcę mieć choć jedną osobę, która będzie dla mnie najważniejsza. Chodzi o to, że..
- Nie Pablo, nie oddam ci Belli.
- Może dała byś mi skończyć? Bella to moja córka, nie zabronisz mi się z nią widywać.
- Widywać się z nią możesz, lecz ci jej nie oddam.- Odparłam.
- Będę się o niąubiegał. - Powiedział lekko poddenerwowany.
- Proszę bardzo. Chcesz wojny o dziecko? Naprawdę ? Zaadopowaliśmy ją i jesteśmy jej prawnymi opiekunami. Żegnam.
Nie zważając na odpowiedź Pabla, szarmanckim krokiem wyszłam z jego domu. Próbowałam o tym nie myśleć, aby się nie stresować. Mam dziś wizytę u ginekologa, dowiedzieć się o płeć. Byłam zła, z powodu Pabla i podekscytowana, z powodu dziecka. Zadzwoniłam pod numer, który podano mi w przychodni i załatwiłam sobie wizytę. To wszystko nie było takie proste, ponieważ ośrodek, do którego muszę jechać jest dość daleko. Wizytę mam na godzinę 18:00. Trochę późno, ale na pewno dojadę. Napisałam Germanowi SMS-a.
'' Przyjedź po mnie. Jestem przy studiu. ''
Po kilku minutach German podjechał samochodem.
- Gdzie chcesz jechać?
- 28 kilometrów z tąd, zaznaczę ci trasę na nawigacji.
Mimo, iż było to trochę daleko, German przyśpieszył i dojechałam na czas. Do gabinetu wszedł razem ze mną.
- Ja to bym chciał syna. - Powiedział tuż przed wejściem.
- Ty to wiele rzeczy chcesz. - Odparłam, po czym weszłam do gabinetu.
Jak każdy ginekolog, musiał wyjąć swoje sprzęty. Czułam na swoim już dość dużym brzuchu nieprzyjemny zimny krem. Gdy lekarz skończył, mogłam po woli wycierać swój brzuch.
- Jest to nie potwierdzone. Ale wszystko wskazuje na to, że będą państwo mieli..
______________________________________
Spodziewacie się syna czy córki ?
Przepraszam, że rozdziałkrótszy, no ale cóż. Grunt, że jest.
Minimum 5 opinii - Nowy rozdział ! c:
Dziękuje za przeczytanie !
Daria ♥
sobota, 1 lutego 2014
O Germangie rozdział 71.
* Angie *
Po godzinie byłam już zmęczona. Luiz po cichu bawiła się w swoim pokoju a ja postanowiłam się przespać. Jednak po sytuacji z ostatnich dni, porwaniu Luiz.. usiadłam przy córce i bacznie na nią patrzyłam, jedocześnie przeglądając gazetę. Nie przeszkadzało mi nic. Ani szum wiatru, ani muzyka Violetty, po prostu skupiłam się na chwili odpoczynku. Było już dość późno, godzina 20:00. Wykąpałam moją córkę po czym położyłam ją spać. Wzięłam prysznic, który doskonale mnie orzeźwił i zabrałam się za czytanie książki. Nagminne bieganie po coś do jedzenia mnie męczyło, no ale cóż, apetyt w ciąży się zwiększa. Nie miałam tak wielkich skurczów jak przy ciąży z Luiz, ale dziecko cały czas mnie kopało. Ciąża trwała już około 4 miesięcy, mogłabym iść i dowiedzieć się o płeć. Wizytę załatwię sobie jutro. Powoli przysypiałam, ale obudził mnie niebieskooki brunet.
- German, idź już spać.. - Mruknęłam.
- Idę, idę. Miałem dużo pracy.
- Nie mógł byś wziąć sobie urlopu? Mam tyle pracy a do tego Bella i Luiz..
- Jestem teraz w ważnej umowie z Kanadyjczykami, nie mogę.
- W takim razie nie mamy o czym rozmawiać, dobranoc. - Obróciłam się na drugą stronę i nie zważając na Germana, zasnęłam.
* Rano *
Męczący mnie płacz dziecka spowodował, że momentalnie zerwałam się z łóżka. Podeszłam do łóżeczka małej.
- Co się stało Luiz? No tak, ty mi nie powiesz. - Gdy ją przytuliłam, trochę się uspokoiła. Jedyne co można było powiedzieć, to uczulenie. Alergiczne zmiany skórne pojawiały się na niej. Muszę jeszcze iść z nią do lekarza, tylko tego mi brakowało. Wzięłam się za siebie. Zniosłam Luiz na dół i przekazałam ją Oldze. Poprosiłam ją, aby jej popilnowała podczas gdy ja zadzwonię do lekarza. Umówiłam się na wizytę do ginekologa. Najgorsze było to, że termin mam dziś o 16:00. Mam nadzieję, że się wyrobię. Powrót do studia nie był łatwą decyzją... i dobrą. Nie mam czasu nawet chodzić do pracy! Skandal.. Była godzina 7:16, na pewno zdąże. Założyłam szybko jakieś wygodne u brania, zgarnęłam telefon i torebkę już miałam wychodzić gdy zorientowałam się, że musze jeszcze przygotować ubrania dla Luiz i Belli. Wbiegłam na górę i wyjęłam z dziecięcej szafki 2 pary bluzek i legginsów. Zaniosłam to na dół i wyszłam z domu. Nie liczyłam na to, że German mnie podwiezie więc dosłownie '' pobiegłam '' do studia. Po chwili byłam już na miejscu, niestety nie mogłam złapać oddechu. Popiłam wody i pobiegłam na zajęcia. Weszłam w ostatniej chwili, chyba trochę się spóźniłam. Pablo na szczęście rozumiał moją sytuację i nie miał do mnie pretensji.
- Dziś podacie swoje pomysły aranżacji piosenki, i ją poćwiczycie. Więc.. kto ma już gotową ?
- Ja ! - Krzyknęła Ludmila z końca sali. Ona nigdy się nie zmieni, zawsze musi być najlepsza.
- Zaprezentujecie ją wraz z Camilą ?
- T- ta- tak.. - Odparła nie pewnie Camila. Widać Ludmila przejęła kontrolę i zdecydowała piosenke dziś zaprezentować. Nie wszystko było dopracowane, niektóre dźwięki były inne od tonacji głosu a także nie dopasowane do tekstu. Podziękowałam jednak i kazałam dalej ćwiczyć. Jako druga para, zgłosili się Diego i Violetta.
Diego bardzo zaangażował się, tak jak Violetta. Patrzyli sobie w oczy, co powodowało koncentrację i swobodny głos. Dostali brawa i sądzę, że ich piosenka była gotowa. Reszta zdecydowała dalej ćwiczyć. Ja akompaniowałam a każdy mógł coś zaprezentować. Lekcja minęła swobodnie, zajęcia nie trwały długo. Wróciłam do domu aby nie obciążać Olgi obowiązkami, i tak ma ich dużo. Była godzina 9:00. Nie zamawiałam taksówki ani nie dzwoniłam do Germana. Przeszłam się, ponownie. Gdy wróciłam, dziewczyny były ubrane, a Olga spokojnie gotwała, podśpiewując jakąś melodię. Nie wiem jak sobie ze wszystkim radzi.
- Dziękuje za pomoc.
- Oh, nie ma za co kochana! Jestem od tego! - Przytuliła mnie i dalej gotowała.
No wreszcie German wyszedł ze swojej kliki.
- Angie, pięknie wyglądasz.
- Ty to się już nie podlizuj tylko zabieraj Luiz i Bellę i idź się bawić.
- Dobra.. - Odparł trochę speszony. Po tak krótkiej, lecz rzeczowej rozmowie, otrzymałam SMS-a od Pabla. Treść w nim zawarta mnie przeraziła..
___________________________
I jest rozdział :) Niestety, komentarzy mam bardzo mało, co znaczy, że nikt tego nie czyta. Jeśli przeczytałeś/ aś możesz zostawić jakąś opinię, nawet z anonima. Rozdziału z Kierką już nie napiszę bo miałyśmy pisać tylko przez miesiąc. Ten jest by me.
Min. 5 kom-. Nowy rozdział.
Daria ♥
Po godzinie byłam już zmęczona. Luiz po cichu bawiła się w swoim pokoju a ja postanowiłam się przespać. Jednak po sytuacji z ostatnich dni, porwaniu Luiz.. usiadłam przy córce i bacznie na nią patrzyłam, jedocześnie przeglądając gazetę. Nie przeszkadzało mi nic. Ani szum wiatru, ani muzyka Violetty, po prostu skupiłam się na chwili odpoczynku. Było już dość późno, godzina 20:00. Wykąpałam moją córkę po czym położyłam ją spać. Wzięłam prysznic, który doskonale mnie orzeźwił i zabrałam się za czytanie książki. Nagminne bieganie po coś do jedzenia mnie męczyło, no ale cóż, apetyt w ciąży się zwiększa. Nie miałam tak wielkich skurczów jak przy ciąży z Luiz, ale dziecko cały czas mnie kopało. Ciąża trwała już około 4 miesięcy, mogłabym iść i dowiedzieć się o płeć. Wizytę załatwię sobie jutro. Powoli przysypiałam, ale obudził mnie niebieskooki brunet.
- German, idź już spać.. - Mruknęłam.
- Idę, idę. Miałem dużo pracy.
- Nie mógł byś wziąć sobie urlopu? Mam tyle pracy a do tego Bella i Luiz..
- Jestem teraz w ważnej umowie z Kanadyjczykami, nie mogę.
- W takim razie nie mamy o czym rozmawiać, dobranoc. - Obróciłam się na drugą stronę i nie zważając na Germana, zasnęłam.
* Rano *
Męczący mnie płacz dziecka spowodował, że momentalnie zerwałam się z łóżka. Podeszłam do łóżeczka małej.
- Co się stało Luiz? No tak, ty mi nie powiesz. - Gdy ją przytuliłam, trochę się uspokoiła. Jedyne co można było powiedzieć, to uczulenie. Alergiczne zmiany skórne pojawiały się na niej. Muszę jeszcze iść z nią do lekarza, tylko tego mi brakowało. Wzięłam się za siebie. Zniosłam Luiz na dół i przekazałam ją Oldze. Poprosiłam ją, aby jej popilnowała podczas gdy ja zadzwonię do lekarza. Umówiłam się na wizytę do ginekologa. Najgorsze było to, że termin mam dziś o 16:00. Mam nadzieję, że się wyrobię. Powrót do studia nie był łatwą decyzją... i dobrą. Nie mam czasu nawet chodzić do pracy! Skandal.. Była godzina 7:16, na pewno zdąże. Założyłam szybko jakieś wygodne u brania, zgarnęłam telefon i torebkę już miałam wychodzić gdy zorientowałam się, że musze jeszcze przygotować ubrania dla Luiz i Belli. Wbiegłam na górę i wyjęłam z dziecięcej szafki 2 pary bluzek i legginsów. Zaniosłam to na dół i wyszłam z domu. Nie liczyłam na to, że German mnie podwiezie więc dosłownie '' pobiegłam '' do studia. Po chwili byłam już na miejscu, niestety nie mogłam złapać oddechu. Popiłam wody i pobiegłam na zajęcia. Weszłam w ostatniej chwili, chyba trochę się spóźniłam. Pablo na szczęście rozumiał moją sytuację i nie miał do mnie pretensji.
- Dziś podacie swoje pomysły aranżacji piosenki, i ją poćwiczycie. Więc.. kto ma już gotową ?
- Ja ! - Krzyknęła Ludmila z końca sali. Ona nigdy się nie zmieni, zawsze musi być najlepsza.
- Zaprezentujecie ją wraz z Camilą ?
- T- ta- tak.. - Odparła nie pewnie Camila. Widać Ludmila przejęła kontrolę i zdecydowała piosenke dziś zaprezentować. Nie wszystko było dopracowane, niektóre dźwięki były inne od tonacji głosu a także nie dopasowane do tekstu. Podziękowałam jednak i kazałam dalej ćwiczyć. Jako druga para, zgłosili się Diego i Violetta.
Diego bardzo zaangażował się, tak jak Violetta. Patrzyli sobie w oczy, co powodowało koncentrację i swobodny głos. Dostali brawa i sądzę, że ich piosenka była gotowa. Reszta zdecydowała dalej ćwiczyć. Ja akompaniowałam a każdy mógł coś zaprezentować. Lekcja minęła swobodnie, zajęcia nie trwały długo. Wróciłam do domu aby nie obciążać Olgi obowiązkami, i tak ma ich dużo. Była godzina 9:00. Nie zamawiałam taksówki ani nie dzwoniłam do Germana. Przeszłam się, ponownie. Gdy wróciłam, dziewczyny były ubrane, a Olga spokojnie gotwała, podśpiewując jakąś melodię. Nie wiem jak sobie ze wszystkim radzi.
- Dziękuje za pomoc.
- Oh, nie ma za co kochana! Jestem od tego! - Przytuliła mnie i dalej gotowała.
No wreszcie German wyszedł ze swojej kliki.
- Angie, pięknie wyglądasz.
- Ty to się już nie podlizuj tylko zabieraj Luiz i Bellę i idź się bawić.
- Dobra.. - Odparł trochę speszony. Po tak krótkiej, lecz rzeczowej rozmowie, otrzymałam SMS-a od Pabla. Treść w nim zawarta mnie przeraziła..
___________________________
I jest rozdział :) Niestety, komentarzy mam bardzo mało, co znaczy, że nikt tego nie czyta. Jeśli przeczytałeś/ aś możesz zostawić jakąś opinię, nawet z anonima. Rozdziału z Kierką już nie napiszę bo miałyśmy pisać tylko przez miesiąc. Ten jest by me.
Min. 5 kom-. Nowy rozdział.
Daria ♥
poniedziałek, 27 stycznia 2014
O Germangie rozdział 70 ^.^
* Angie *
- No to chyba koniec tych czułości bo wiesz.. - Słyszałam coraz głośniejsze wołane Luiz.
German pocałował mnie jeszcze raz po czym opuścił pokój. Uśmiechnęłam się na myśl, że będę miała kolejne dziecko.. w końcu się uśmiechnęłam! German to jednak umie działać cuda.. Nie zastanawiając się dłużej, podeszłam do łóżeczka mojej córki.
- Co się stało ? - Zapytałam z uśmiechem.
- Ma.. mam.. - Ponownie się rozpłakała. Nie wiedziałam dokładnie o co jej chodzi. Próbowałam coś wymyślić ale to przecież roczne dziecko.
Przytulałam ją, dawałam smoczka, karmiłam a ona nadal płakała. Po długiej, ciągnącej się godzinie w końcu coś z siebie wydusiła.
- Boje śje. - Zabrzmiało to tak nie wyraźnie, że prawie nie zrozumiałam. To od razu przyswoiło mi na myśl tysiąc pomysłów jednak.. Luiz dalej płakała. Coraz bardziej wątpiłam w siebie. Czy dam rade z kolejnym dzieckiem? Nie mam pojęcia.. okaże się. Nie mogłam przeprowadzić żadnej rozmowy z Luiz, jak to by wyglądało? Wzięłam telefon i napisałam SMS-a.
'' Przyjedź szybko, potrzebuję pomocy '' - Wyślij do : Violetta
Wiedziałam, że ona zawsze mi pomoże. Miałam tyle spraw na głowie a jeszcze odebrać Bellę.. no właśnie! Jeszcze Bella! 15 minut, które spędziłam na czekaniu na Violettę, dłużyło mi się jak nigdy. Gdy tylko przyszła, momentalnie opuściłam dom i za chwilę stałam pod przedszkolem w Buenos Aires. Czas znowu mi się dłużył. Po chwili w progu drzwi stanęła Bella. Podeszłam po nią i szybkim krokiem ruszyłyśmy do domu. Gdy weszłam usłyszałam.. nic nie usłyszałam, kompletna cisza. Luiz nie płacze, Violetta nie śpiewa. Wpadłam do pokoju. Luiz leżała w łóżeczku. Violetta natomiast przeglądała nuty, spoglądając co nieraz na śpiącą dziewczynkę.
- Wszystko w porządku ? - Zapytałam udając głupią i spokojną. Jestem matką, a to ciocia zajmuje się obowiązkami ?
- Nakarmiłam Luiz i uspałam ją, chciałabym żebyś pomogła mi z piosenką czy możesz ?
- Jasne.. dziękuje ci, że tak mi pomagasz Violetto. To naprawdę dużo znaczy.
- Nie ma sprawy.. To dla mnie czysta przyjemność. - powiedziała szczerze, nadal przeglądając nuty. Zerknęłam na Luiz, która sobie smacznie sobie spała. Czemu te wątpliwości powracają? Jestem dorosła mam dwój.. Znaczy jedno dziecko. Wyszłam po za drzwi żeby spokojnie porozmawiać z Violettą. W sumie to ona mnie tu zaciągnęła.
- Angie, czy ty na prawdęnie chcesz tego dziecka ?
- Chce! Nie mogę mówić, że nie chcę. Chociaż go nie widziałam.. to już je kocham..
- Cieszę się. Myślałam, że..
- Źle myślałaś.- Posłałam niewinny uśmiech i wróciłam bawić moją córeczkę.
____________________________________
Długo nie dodawałam, problemy.. techniczne c:
Nie mam czasu no i nie kończe ich długo, ale zajme się bardziej blogiem ^.^
Rozdział taki sobie, ale mi się nie udało go napisać xd
Kierki kawałek lepszy, no ale cóż xd
Minimum 5 kom- Motywacja na nowy rozdział ;-;
Dziękuje za uwagę!
Daria & Kierka.
- No to chyba koniec tych czułości bo wiesz.. - Słyszałam coraz głośniejsze wołane Luiz.
German pocałował mnie jeszcze raz po czym opuścił pokój. Uśmiechnęłam się na myśl, że będę miała kolejne dziecko.. w końcu się uśmiechnęłam! German to jednak umie działać cuda.. Nie zastanawiając się dłużej, podeszłam do łóżeczka mojej córki.
- Co się stało ? - Zapytałam z uśmiechem.
- Ma.. mam.. - Ponownie się rozpłakała. Nie wiedziałam dokładnie o co jej chodzi. Próbowałam coś wymyślić ale to przecież roczne dziecko.
Przytulałam ją, dawałam smoczka, karmiłam a ona nadal płakała. Po długiej, ciągnącej się godzinie w końcu coś z siebie wydusiła.
- Boje śje. - Zabrzmiało to tak nie wyraźnie, że prawie nie zrozumiałam. To od razu przyswoiło mi na myśl tysiąc pomysłów jednak.. Luiz dalej płakała. Coraz bardziej wątpiłam w siebie. Czy dam rade z kolejnym dzieckiem? Nie mam pojęcia.. okaże się. Nie mogłam przeprowadzić żadnej rozmowy z Luiz, jak to by wyglądało? Wzięłam telefon i napisałam SMS-a.
'' Przyjedź szybko, potrzebuję pomocy '' - Wyślij do : Violetta
Wiedziałam, że ona zawsze mi pomoże. Miałam tyle spraw na głowie a jeszcze odebrać Bellę.. no właśnie! Jeszcze Bella! 15 minut, które spędziłam na czekaniu na Violettę, dłużyło mi się jak nigdy. Gdy tylko przyszła, momentalnie opuściłam dom i za chwilę stałam pod przedszkolem w Buenos Aires. Czas znowu mi się dłużył. Po chwili w progu drzwi stanęła Bella. Podeszłam po nią i szybkim krokiem ruszyłyśmy do domu. Gdy weszłam usłyszałam.. nic nie usłyszałam, kompletna cisza. Luiz nie płacze, Violetta nie śpiewa. Wpadłam do pokoju. Luiz leżała w łóżeczku. Violetta natomiast przeglądała nuty, spoglądając co nieraz na śpiącą dziewczynkę.
- Wszystko w porządku ? - Zapytałam udając głupią i spokojną. Jestem matką, a to ciocia zajmuje się obowiązkami ?
- Nakarmiłam Luiz i uspałam ją, chciałabym żebyś pomogła mi z piosenką czy możesz ?
- Jasne.. dziękuje ci, że tak mi pomagasz Violetto. To naprawdę dużo znaczy.
- Nie ma sprawy.. To dla mnie czysta przyjemność. - powiedziała szczerze, nadal przeglądając nuty. Zerknęłam na Luiz, która sobie smacznie sobie spała. Czemu te wątpliwości powracają? Jestem dorosła mam dwój.. Znaczy jedno dziecko. Wyszłam po za drzwi żeby spokojnie porozmawiać z Violettą. W sumie to ona mnie tu zaciągnęła.
- Angie, czy ty na prawdęnie chcesz tego dziecka ?
- Chce! Nie mogę mówić, że nie chcę. Chociaż go nie widziałam.. to już je kocham..
- Cieszę się. Myślałam, że..
- Źle myślałaś.- Posłałam niewinny uśmiech i wróciłam bawić moją córeczkę.
____________________________________
Długo nie dodawałam, problemy.. techniczne c:
Nie mam czasu no i nie kończe ich długo, ale zajme się bardziej blogiem ^.^
Rozdział taki sobie, ale mi się nie udało go napisać xd
Kierki kawałek lepszy, no ale cóż xd
Minimum 5 kom- Motywacja na nowy rozdział ;-;
Dziękuje za uwagę!
Daria & Kierka.
piątek, 17 stycznia 2014
O Germangie rozdział 69.
* Angie *
Moja twarz zaczerwieniła się od zimna. Na szczęście, gdy weszłam do studia, od razu poczułam ciepło. Poczułam, że będę robić to co kocham, uczyć muzyki. Po wejściu do sali uczniowie zaczęli rozmawiać między sobą, szeptać, po czym usłyszałam wesołe '' Dzieńdobry Angie ! ''. Nie wiedziałam od czego zacząć. Po tak długiej przerwie byłam rozproszona. Wyjęłam piosenkę, którą napisałam jeszcze przed urodzeniem dziecka. Przekazałam ją uczniom w ręce. Każdy obejrzał, przenucił i oddał do osoby obok.
- Waszym zadaniem będzie zaaranżować piosenkę. Będziecie to robić w duet..
- Ja z Violettą! - Skomentował Diego.
- Spokojnie Diego, daj mi skończyć.
Widziałam po minie Violetty, że nie jest zadowolona z propozycji Diega. Uspokoiłam ją mówiąc, że będę wybierać.
- Leon z Naty, Ludmila z Camilą, Maxi z Francescą, Violetta z.. Brodue.. - Zorientowałam się, że Broduey nie uczęscza na te zajęcia. - Violetta z Diego.
Mimo, iż Violetta była moją ' pasierbicą ' to nie mogłam dawać jej taryfy ulgowej.
- Macie tydzień, możecie poćwiczyć piosenkę teraz. - Czas wolny, który pozostał na lekcji, wykorzystałam na ćwiczenia. Piosenka napisana przezemnie nosiła tytuł '' No hay secretos ''. Opowiadała głównie o życiu codziennym, miała wydobyć emocje, które towarzyszą podczas wykonywania czynności codziennych. Lekcje w planie miałam tylko jedną. Z powodów długiej nie obecności dano mi taki grafik. Mimo, iż moja lekcja trwała godzinę, ja zostałam na dłużej. Chciałam uwolnić się przez chwilę od wszystkiego i posłuchać prób. Na przerwach każdy śpiewał, tańczył, robił to, co kocha. Natknęłam się na Violę.
- Angie błagam powiedz, że następna lekcja śpiewu nie jest odwołana i zostajesz w studiu.
- Wracam do domu.. miłego dnia, pa. - Uśmiechnęłam się i zabrałam moje rzeczy. Coraz większy ciężar obciążał moje ciało. Tak, mowa tu o moim brzuchu. Powoli dociągnęłam się do domu. Świeżego powietrza nigdy dość..
- Chcę aby było to coś wyjątkowego ! - Usłyszałam podniesiony głos mojego męża.
- Ależ panie Germanie,na pewno coś wymyślimy. - Byłam już pewna, że German rozmawia z Olgą.
Nie miałam zamiaru ich podsłuchiwać, więc dość wolno skierowałam się ku górze. Udało mi się przemknąć, póki German nie wyszedł z pokoju. Udałam, że nic nie słyszałam ani nie widziałam.
- Angie, szybko wróciłaś. - German coś podejrzewał.
- Tak bo wiesz.. miałam tylko jedną lekcję i..
- Słyszałaś moją rozmowę z Olgą ? Tak ?
Chciałam mieć jakąś wymówkę ale nie musiałam jej wymyślać, bo akurat w tym momencie złapał mnie skurcz.
- Wszystko dobrze ?
- Nie, nic nie jest dobrze.
German zareagował dopiero gdy zawyłam z bólu. Nie miałam zamiaru wracać do szpitala, więc udałam, że wszystko w porządku i wyprostowałam się. Opuściłam pokój i skierowałam się do łazienki. Przemyłam twarz wodą i ogólnie się odświeżyłam. Zmieniłam ubranie na wygodne dresy i luźną bluzkę. Obejrzałam się i skupiłam uwagę na moim zaokrąglonym brzuchu. Nie wiem czemu ale jednak niechęć dawała się we znaki. Jak to możliwe? Nie chce swojego dziecka!? Ja je chce! Będę je kochać, dziecko to najlepsza rzecz na świecie.. uspokój się Angie, spokojnie. Każda przyszła i aktualna matka chciała mieć pociechę.
- Jak się czujesz? - Usłyszałam głos, wiedziałam, że to German.
- W miarę.. czuje, że jakoś nie chce tego..
- Cii - Pocałował mnie czule i wręczył do rąk herbatę.
- Dziękuje..
- Za ? - Powiedział ugryźliwie German.
- Za wsparcie..
______________________________
Rozdział 69, bez skojarzeń. Nie dodawałam nic przez 10 dni, sory.. : 3
Tym razem rozdział napisałam sama :)
Minimum 6 opinii- Motywacja na nowy rozdział.
Dziękuje za uwagę.
~Daria ♥
Moja twarz zaczerwieniła się od zimna. Na szczęście, gdy weszłam do studia, od razu poczułam ciepło. Poczułam, że będę robić to co kocham, uczyć muzyki. Po wejściu do sali uczniowie zaczęli rozmawiać między sobą, szeptać, po czym usłyszałam wesołe '' Dzieńdobry Angie ! ''. Nie wiedziałam od czego zacząć. Po tak długiej przerwie byłam rozproszona. Wyjęłam piosenkę, którą napisałam jeszcze przed urodzeniem dziecka. Przekazałam ją uczniom w ręce. Każdy obejrzał, przenucił i oddał do osoby obok.
- Waszym zadaniem będzie zaaranżować piosenkę. Będziecie to robić w duet..
- Ja z Violettą! - Skomentował Diego.
- Spokojnie Diego, daj mi skończyć.
Widziałam po minie Violetty, że nie jest zadowolona z propozycji Diega. Uspokoiłam ją mówiąc, że będę wybierać.
- Leon z Naty, Ludmila z Camilą, Maxi z Francescą, Violetta z.. Brodue.. - Zorientowałam się, że Broduey nie uczęscza na te zajęcia. - Violetta z Diego.
Mimo, iż Violetta była moją ' pasierbicą ' to nie mogłam dawać jej taryfy ulgowej.
- Macie tydzień, możecie poćwiczyć piosenkę teraz. - Czas wolny, który pozostał na lekcji, wykorzystałam na ćwiczenia. Piosenka napisana przezemnie nosiła tytuł '' No hay secretos ''. Opowiadała głównie o życiu codziennym, miała wydobyć emocje, które towarzyszą podczas wykonywania czynności codziennych. Lekcje w planie miałam tylko jedną. Z powodów długiej nie obecności dano mi taki grafik. Mimo, iż moja lekcja trwała godzinę, ja zostałam na dłużej. Chciałam uwolnić się przez chwilę od wszystkiego i posłuchać prób. Na przerwach każdy śpiewał, tańczył, robił to, co kocha. Natknęłam się na Violę.
- Angie błagam powiedz, że następna lekcja śpiewu nie jest odwołana i zostajesz w studiu.
- Wracam do domu.. miłego dnia, pa. - Uśmiechnęłam się i zabrałam moje rzeczy. Coraz większy ciężar obciążał moje ciało. Tak, mowa tu o moim brzuchu. Powoli dociągnęłam się do domu. Świeżego powietrza nigdy dość..
- Chcę aby było to coś wyjątkowego ! - Usłyszałam podniesiony głos mojego męża.
- Ależ panie Germanie,na pewno coś wymyślimy. - Byłam już pewna, że German rozmawia z Olgą.
Nie miałam zamiaru ich podsłuchiwać, więc dość wolno skierowałam się ku górze. Udało mi się przemknąć, póki German nie wyszedł z pokoju. Udałam, że nic nie słyszałam ani nie widziałam.
- Angie, szybko wróciłaś. - German coś podejrzewał.
- Tak bo wiesz.. miałam tylko jedną lekcję i..
- Słyszałaś moją rozmowę z Olgą ? Tak ?
Chciałam mieć jakąś wymówkę ale nie musiałam jej wymyślać, bo akurat w tym momencie złapał mnie skurcz.
- Wszystko dobrze ?
- Nie, nic nie jest dobrze.
German zareagował dopiero gdy zawyłam z bólu. Nie miałam zamiaru wracać do szpitala, więc udałam, że wszystko w porządku i wyprostowałam się. Opuściłam pokój i skierowałam się do łazienki. Przemyłam twarz wodą i ogólnie się odświeżyłam. Zmieniłam ubranie na wygodne dresy i luźną bluzkę. Obejrzałam się i skupiłam uwagę na moim zaokrąglonym brzuchu. Nie wiem czemu ale jednak niechęć dawała się we znaki. Jak to możliwe? Nie chce swojego dziecka!? Ja je chce! Będę je kochać, dziecko to najlepsza rzecz na świecie.. uspokój się Angie, spokojnie. Każda przyszła i aktualna matka chciała mieć pociechę.
- Jak się czujesz? - Usłyszałam głos, wiedziałam, że to German.
- W miarę.. czuje, że jakoś nie chce tego..
- Cii - Pocałował mnie czule i wręczył do rąk herbatę.
- Dziękuje..
- Za ? - Powiedział ugryźliwie German.
- Za wsparcie..
______________________________
Rozdział 69, bez skojarzeń. Nie dodawałam nic przez 10 dni, sory.. : 3
Tym razem rozdział napisałam sama :)
Minimum 6 opinii- Motywacja na nowy rozdział.
Dziękuje za uwagę.
~Daria ♥
wtorek, 7 stycznia 2014
O Germangie rozdział 68.
* Angie *
Przymrużyłam oczy na słońce wychodzące spod ciemniejszych żaluzji. Niechętnie ściągnęłam się z łóżka i poprawiłam je bylejak. Germana rano nie zastałam, jak zwykle. Znów gdzieś poszedł, pojechał.. nie mam zamiaru do niego dzwonić. Podeszłam do pokoju Luiz. Poprawiłam jej poduszkę i pojawiłam się na korytarzu z powrotem. W domu cisza jak nigdy. Powoli dreptałam na dół wsłuchując się w szumiący wiatr. Nagle zabrzmiał dzwonek do drzwi. Nie miałam czasu na ubranie się więc spojrzałam przez okno kto dobija się do nas tak rano. Był to Pablo więc bez zawahania go wpuściłam.
- Czeeść - Powiedziałam lekko ziewając.
- Cześć, zabieram dziś Bellę.
Nie mogłam powiedzieć '' nie '' więc bez żadnych pytań zaprowadziłam Pabla na górę. Chciał, żebym ją obudziła ale nie chciałam przerywać jej snu.
- Przyjadę później.
- Tak tak. - Nie skupiałam się na Pablu tylko patrzyłam na Bellę. Jej małe, delikatne rączki poruszyły się. Zanim Pablo zszedł na dół zawołałam go. Stanął nad jej łóżkiem i szeroko się uśmiechnął. Nie byłam pewna, czy Bella zadowolona jest z jego wizyty. Czułam, że chce mnie zawołać. Powiedzieć do Pabla '' Gdzie jest mama ? '' Ale spuszczałam z niej wzrok, żeby nie przykuwać jej uwagi. Dyskretnie powąchałam, czy od Pabla nie czuć alkoholu. Nie jest to kwestia przyzwyczajenia, po prostu wolę się upewnić.
- Chodź Bella, ciocia zrobi ci śniadanie i wyjdziesz z tatą. - Uśmiechnęłam się i sprowadziłam dziewczynkę na dół. Podczas gdy ona jadła, ja przygotowałam jej ubranie i ją uczesałam.
- No to jesteś gotowa. Miłego dnia. - Pocałowałam ją w policzek i pożegnałam się z Pablem. Powędrowałam na górę. Poczułam, że jest mi gorąco i jestem rozpromieniona. Brakowało mi tylko przeziębienia! Zrobiłam sobie herbatę i wzięłam jakiś lek. Nie tracąc czasu poszłam do pokoju mojej córki. Jej oczy się otworzyły i choć zawsze rano płacze, dziś nie płakała, natmiast na jej twarzy pojawił się uśmiech. Odwzajemniłam go, i wzięłam ją na ręce. Pokołysałam chwilę ale Luiz dawała znaki, że jest głodna. Zawsze była rozgadana, mówiła po swojemu więc trudno było co kolwiek zrozumieć. No, chyba że '' Gugug '' ma jakieś znaczenie.
- Cześć! - Krzyknął German z korytarza.
- Skończyłeś pracę ?- Zapytałam stanowczo.
- Mam dziś wolne, byłem tylko się upewnić czy..
- Wspaniale! Więc chodź, i nakarm Luiz. Też jesteś rodzicem, tak ? - Powiedziałam dość poważnie. Zaśmiałam się, gdy ujrzałam minę bruneta. Nie miał większych problemów z opieką nad córką, ale karmienie to nie była jego mocna strona. Podałam mu córkę i wyszłam z pokoju, by się w coś w końcu ubrać. Dopiero po chwili mi się przypomniało, że zgodziłam się być nauczycielką w Studiu do jakiegoś czasu. Szybko więc się ubrałam i weszłam do Luiz i Germana, by oznajmić, że wychodzę. Wpadłam szybko do pokoju i zaczęłam się śmiać. Mój mąż był cały upaćkany jedzeniem dla Luiz.
- Oh kochana - pogłaskałam ją po głowie, po czym spojrzałam na bruneta. - Dobrze ci zrobi taka ilość glukozy.. Ja wychodzę papa - zanim German cokolwiek odpowiedział byłam już na dole i zgarnąwszy torebkę, udałam się do Studia.
________________________________________________
28 K ♥ Gracias, gracias y gracias de nuevo *-*
Kierkapisze.blogspot.com
Tak, drugi rozdział z Kierką ; ) Nie jest długi ale następny będzie dłuższy C::
Minimum 7 opinii- Motywacja na nowy rozdział ^O^
Dziękujemy za przeczytanie.
Kierka i Daria.
Przymrużyłam oczy na słońce wychodzące spod ciemniejszych żaluzji. Niechętnie ściągnęłam się z łóżka i poprawiłam je bylejak. Germana rano nie zastałam, jak zwykle. Znów gdzieś poszedł, pojechał.. nie mam zamiaru do niego dzwonić. Podeszłam do pokoju Luiz. Poprawiłam jej poduszkę i pojawiłam się na korytarzu z powrotem. W domu cisza jak nigdy. Powoli dreptałam na dół wsłuchując się w szumiący wiatr. Nagle zabrzmiał dzwonek do drzwi. Nie miałam czasu na ubranie się więc spojrzałam przez okno kto dobija się do nas tak rano. Był to Pablo więc bez zawahania go wpuściłam.
- Czeeść - Powiedziałam lekko ziewając.
- Cześć, zabieram dziś Bellę.
Nie mogłam powiedzieć '' nie '' więc bez żadnych pytań zaprowadziłam Pabla na górę. Chciał, żebym ją obudziła ale nie chciałam przerywać jej snu.
- Przyjadę później.
- Tak tak. - Nie skupiałam się na Pablu tylko patrzyłam na Bellę. Jej małe, delikatne rączki poruszyły się. Zanim Pablo zszedł na dół zawołałam go. Stanął nad jej łóżkiem i szeroko się uśmiechnął. Nie byłam pewna, czy Bella zadowolona jest z jego wizyty. Czułam, że chce mnie zawołać. Powiedzieć do Pabla '' Gdzie jest mama ? '' Ale spuszczałam z niej wzrok, żeby nie przykuwać jej uwagi. Dyskretnie powąchałam, czy od Pabla nie czuć alkoholu. Nie jest to kwestia przyzwyczajenia, po prostu wolę się upewnić.
- Chodź Bella, ciocia zrobi ci śniadanie i wyjdziesz z tatą. - Uśmiechnęłam się i sprowadziłam dziewczynkę na dół. Podczas gdy ona jadła, ja przygotowałam jej ubranie i ją uczesałam.
- No to jesteś gotowa. Miłego dnia. - Pocałowałam ją w policzek i pożegnałam się z Pablem. Powędrowałam na górę. Poczułam, że jest mi gorąco i jestem rozpromieniona. Brakowało mi tylko przeziębienia! Zrobiłam sobie herbatę i wzięłam jakiś lek. Nie tracąc czasu poszłam do pokoju mojej córki. Jej oczy się otworzyły i choć zawsze rano płacze, dziś nie płakała, natmiast na jej twarzy pojawił się uśmiech. Odwzajemniłam go, i wzięłam ją na ręce. Pokołysałam chwilę ale Luiz dawała znaki, że jest głodna. Zawsze była rozgadana, mówiła po swojemu więc trudno było co kolwiek zrozumieć. No, chyba że '' Gugug '' ma jakieś znaczenie.
- Cześć! - Krzyknął German z korytarza.
- Skończyłeś pracę ?- Zapytałam stanowczo.
- Mam dziś wolne, byłem tylko się upewnić czy..
- Wspaniale! Więc chodź, i nakarm Luiz. Też jesteś rodzicem, tak ? - Powiedziałam dość poważnie. Zaśmiałam się, gdy ujrzałam minę bruneta. Nie miał większych problemów z opieką nad córką, ale karmienie to nie była jego mocna strona. Podałam mu córkę i wyszłam z pokoju, by się w coś w końcu ubrać. Dopiero po chwili mi się przypomniało, że zgodziłam się być nauczycielką w Studiu do jakiegoś czasu. Szybko więc się ubrałam i weszłam do Luiz i Germana, by oznajmić, że wychodzę. Wpadłam szybko do pokoju i zaczęłam się śmiać. Mój mąż był cały upaćkany jedzeniem dla Luiz.
- Oh kochana - pogłaskałam ją po głowie, po czym spojrzałam na bruneta. - Dobrze ci zrobi taka ilość glukozy.. Ja wychodzę papa - zanim German cokolwiek odpowiedział byłam już na dole i zgarnąwszy torebkę, udałam się do Studia.
________________________________________________
28 K ♥ Gracias, gracias y gracias de nuevo *-*
Kierkapisze.blogspot.com
Tak, drugi rozdział z Kierką ; ) Nie jest długi ale następny będzie dłuższy C::
Minimum 7 opinii- Motywacja na nowy rozdział ^O^
Dziękujemy za przeczytanie.
Kierka i Daria.
czwartek, 2 stycznia 2014
O Germangie rozdział 67 ;33
* Angie *
Spojrzałam na kartkę z rysunkiem. Na obrazku dominował czarny kolor. Ze sztucznym uśmiechem przejęłam kartkę i zaniosłam do Germana.
- Chcesz obejrzeć obrazek swojej cór.. Belli ?
- Czemu nie.- Odłożył swoje papiery, i wziął do ręki rysunek Belli. Przeraził się ale jego wzrok cały czas skupiony był na kartce.
- I co stwierdzasz? - Zapytałam ironicznie.
- Czy to ma być krew?
- Tak, to ma być krew.
- Zobaczyła to z jakiejś bajki? Może trzeba jej ograniczyć telewizor?
- German, nie rozumiesz? Bella rysuje śmierć swojej mamy!
Po chwili zastanowienia German zorientował się o co chodzi.
- Ona cierpi..
- Wiem, że cierpi. Potrzebuje normalnej rodziny, mamy i taty. Pablo ostatnio dużo pije i wcale się nią nie zajmuje..
- Co masz na myśli?
- Będę ubiegać się o adopcję Belli.
Słysząc te słowa German podniósł się i spojrzał mi w oczy..
- Jesteś w ciąży, na pewno chcesz podjąć kolejne wyzwanie? Będziesz prawnym opiekunem i kto wie, czy Pablo nie zaprotestuje!
- Ty też będziesz jej prawnym opiekunem, choć czasem zachowujesz się, jakbyś nie był moim mężem. Dziękuje za wsparcie, German!
Wyszłam z pokoju i ruszyłam na górę aby zadzwonić do Pabla.
- Cześć tu Pablo, nie mogę odebrać telefonu. Zostaw wiadomość po sygnale lub zadzwoń później. - Rozłączyłam się. Za chwile telefon wylądował na podłodze, nie mam wsparcia u nikogo? Jest jedna osoba, która zawsze spowoduje uśmiech na mojej twarzy. Otworzyłam cicho drzwi, myśląc, że śpi. Spojrzałam w jej błękitne, lśniące oczy.
- Widzisz Luiz, jakie ciężkie jest życie ? - Kołysałam ją na rękach wyglądając przez okno. - Tyle przeżyłaś przez ostanie dni.. będę robiła wszystko, żebyś nigdy od nikogo się o tym nie dowiedziała. To naprawdę potrafi zrujnować wszystko. - Mruczałam pod nosem.
Wszystko było dobrze do czasu, gdy w drzwiach stanęła Esmeralda.
- Nie przyszłam się z tobą kłócić, nie nie. - Tłumaczyła zakłopotana.- Po prostu zapomniałam wziąć jednej rzeczy, mogę wejść?
- Tak, proszę - rzekłam z lekkim wahaniem, no ale chciała tylko wejść. Nadal kołysając Luiz obserwowałam każdy ruch brunetki.
- Jesteś z Pablem? - nie zdążyłam się ugryźć w język i zapytałam. Po wczorajszym wszystkiego mogę się spodziewać.. Esmeralda nadal zakłopotana, odgarnęła kosmyk włosów w twarzy. Czyli nie zna odpowiedzi.. Jakby znała nie byłaby taka spięta i zdenerwowana zarazem.
- Tak, jestem - odpowiedziała, tym razem patrząc na moją reakcje. Uśmiechnęłam się tylko i włożyłam Luiz do kojca. - A co cię tak to ciekawi.. Przecież ty się w ogóle Pablem nie interesujesz - padło z ust brunetki w pewnym momencie. Zacisnęłam wargi i odwróciłam się w strone brunetki, która patrzyła na mnie dziwnym wzrokiem
- Wyjdź już - rzekłam spokojnie i poważnie. Po co mam ją wkurzać? Po co mam SAMA SIEBIE wkurzać? Esmeralda wyszła z pokoju, a ja usiadłam na fotelu. Luiz patrzyła na mnie zaciekawiona.
- Idź spać, kochanie - odparłam i pocałowałam ją w czoło. Teraz wszystko na mnie spadło, wszystko mnie dręczy. Ciąża, Studio, Pablo i ta baba, Bella i podjęcie adopcji. Wzięłam wdech i weszłam do łazienki, opłukać twarz i włosy. Nie mam na nic siły, a to wszystko przez te myślenie. Zawinęłam włosy w turban z ręcznika i wyszłam do pokoju. Usiadłam na łóżku i pogładziłam pościel. Do tego wszystkiego pokłóciłam się z Germanem.. Nie no paranoja!
- Angie - o wilku mowa. Brunet podszedł bliżej i usiadł obok mnie. Nie patrzył mi w oczy, ale czułam, że zaraz zacznie monolog.
- Dobrze, miałeś rację - skłamałam, bo nie miałam siły na dyskutowanie z nim. - Nie podejmę adopcji Belli jak się za pierwszym razem nie zgodzi Pablo - dokończyłam i wpełzłam pod kołdre. German położył się obok mnie i głaskał mój zaczerwieniony policzek.
- Jesteś najlepszą mamą na świecie - szepnął mi do ucha, a ja się uśmiechnęłam. - No i oczywiście ukochaną - dokończył i objął mnie w talii, odwracając w swoją stronę.
- Wiesz.. Chciałam pójść spać - rzekłam, próbując wyrwać się z uścisku. Brunet delikatnie go rozluźnił i lecz, nadal nie mogłam się wydostać. Poddałam się. Opadłam na tors Germana i wsłuchając się w jego bicie serca, zasnęłam.
_____________________________________________
kierkapisze.blogspot.com
Rozdział pisany z Kierką i dlatego pewnie lepszy ;D Będziemy pisać przez miesiąc razem a to dlatego, że Kierka wygrała u mnie konkurs :D
Minimum 6 komentarzy- Nowy rozdział.
Dziękujemy za przeczytanie
- Kierka i Daria.
Spojrzałam na kartkę z rysunkiem. Na obrazku dominował czarny kolor. Ze sztucznym uśmiechem przejęłam kartkę i zaniosłam do Germana.
- Chcesz obejrzeć obrazek swojej cór.. Belli ?
- Czemu nie.- Odłożył swoje papiery, i wziął do ręki rysunek Belli. Przeraził się ale jego wzrok cały czas skupiony był na kartce.
- I co stwierdzasz? - Zapytałam ironicznie.
- Czy to ma być krew?
- Tak, to ma być krew.
- Zobaczyła to z jakiejś bajki? Może trzeba jej ograniczyć telewizor?
- German, nie rozumiesz? Bella rysuje śmierć swojej mamy!
Po chwili zastanowienia German zorientował się o co chodzi.
- Ona cierpi..
- Wiem, że cierpi. Potrzebuje normalnej rodziny, mamy i taty. Pablo ostatnio dużo pije i wcale się nią nie zajmuje..
- Co masz na myśli?
- Będę ubiegać się o adopcję Belli.
Słysząc te słowa German podniósł się i spojrzał mi w oczy..
- Jesteś w ciąży, na pewno chcesz podjąć kolejne wyzwanie? Będziesz prawnym opiekunem i kto wie, czy Pablo nie zaprotestuje!
- Ty też będziesz jej prawnym opiekunem, choć czasem zachowujesz się, jakbyś nie był moim mężem. Dziękuje za wsparcie, German!
Wyszłam z pokoju i ruszyłam na górę aby zadzwonić do Pabla.
- Cześć tu Pablo, nie mogę odebrać telefonu. Zostaw wiadomość po sygnale lub zadzwoń później. - Rozłączyłam się. Za chwile telefon wylądował na podłodze, nie mam wsparcia u nikogo? Jest jedna osoba, która zawsze spowoduje uśmiech na mojej twarzy. Otworzyłam cicho drzwi, myśląc, że śpi. Spojrzałam w jej błękitne, lśniące oczy.
- Widzisz Luiz, jakie ciężkie jest życie ? - Kołysałam ją na rękach wyglądając przez okno. - Tyle przeżyłaś przez ostanie dni.. będę robiła wszystko, żebyś nigdy od nikogo się o tym nie dowiedziała. To naprawdę potrafi zrujnować wszystko. - Mruczałam pod nosem.
Wszystko było dobrze do czasu, gdy w drzwiach stanęła Esmeralda.
- Nie przyszłam się z tobą kłócić, nie nie. - Tłumaczyła zakłopotana.- Po prostu zapomniałam wziąć jednej rzeczy, mogę wejść?
- Tak, proszę - rzekłam z lekkim wahaniem, no ale chciała tylko wejść. Nadal kołysając Luiz obserwowałam każdy ruch brunetki.
- Jesteś z Pablem? - nie zdążyłam się ugryźć w język i zapytałam. Po wczorajszym wszystkiego mogę się spodziewać.. Esmeralda nadal zakłopotana, odgarnęła kosmyk włosów w twarzy. Czyli nie zna odpowiedzi.. Jakby znała nie byłaby taka spięta i zdenerwowana zarazem.
- Tak, jestem - odpowiedziała, tym razem patrząc na moją reakcje. Uśmiechnęłam się tylko i włożyłam Luiz do kojca. - A co cię tak to ciekawi.. Przecież ty się w ogóle Pablem nie interesujesz - padło z ust brunetki w pewnym momencie. Zacisnęłam wargi i odwróciłam się w strone brunetki, która patrzyła na mnie dziwnym wzrokiem
- Wyjdź już - rzekłam spokojnie i poważnie. Po co mam ją wkurzać? Po co mam SAMA SIEBIE wkurzać? Esmeralda wyszła z pokoju, a ja usiadłam na fotelu. Luiz patrzyła na mnie zaciekawiona.
- Idź spać, kochanie - odparłam i pocałowałam ją w czoło. Teraz wszystko na mnie spadło, wszystko mnie dręczy. Ciąża, Studio, Pablo i ta baba, Bella i podjęcie adopcji. Wzięłam wdech i weszłam do łazienki, opłukać twarz i włosy. Nie mam na nic siły, a to wszystko przez te myślenie. Zawinęłam włosy w turban z ręcznika i wyszłam do pokoju. Usiadłam na łóżku i pogładziłam pościel. Do tego wszystkiego pokłóciłam się z Germanem.. Nie no paranoja!
- Angie - o wilku mowa. Brunet podszedł bliżej i usiadł obok mnie. Nie patrzył mi w oczy, ale czułam, że zaraz zacznie monolog.
- Dobrze, miałeś rację - skłamałam, bo nie miałam siły na dyskutowanie z nim. - Nie podejmę adopcji Belli jak się za pierwszym razem nie zgodzi Pablo - dokończyłam i wpełzłam pod kołdre. German położył się obok mnie i głaskał mój zaczerwieniony policzek.
- Jesteś najlepszą mamą na świecie - szepnął mi do ucha, a ja się uśmiechnęłam. - No i oczywiście ukochaną - dokończył i objął mnie w talii, odwracając w swoją stronę.
- Wiesz.. Chciałam pójść spać - rzekłam, próbując wyrwać się z uścisku. Brunet delikatnie go rozluźnił i lecz, nadal nie mogłam się wydostać. Poddałam się. Opadłam na tors Germana i wsłuchając się w jego bicie serca, zasnęłam.
_____________________________________________
kierkapisze.blogspot.com
Rozdział pisany z Kierką i dlatego pewnie lepszy ;D Będziemy pisać przez miesiąc razem a to dlatego, że Kierka wygrała u mnie konkurs :D
Minimum 6 komentarzy- Nowy rozdział.
Dziękujemy za przeczytanie
- Kierka i Daria.
Subskrybuj:
Posty (Atom)