niedziela, 20 lipca 2014

nie ma nexta ;_;

Ok, nie wymuszam komentarzy. Ale na prawdę. Wiem, że kilka osób to czyta. Nie wiem jednak czy pisać dalej, bo nie znam waszej opinii o tym. Tak ja znowu z tymi komentarzami xD
1 komentarz ( Dziękuje Madziu ♥ ) Ale to dla mnie ważne.
Tyle w tym temacie.
+ Szykuje sie suprise na 47 K wyświetleń :3

czwartek, 17 lipca 2014

Rozdział XI - Stary przyjaciel.

- Angeles -
Nie zwlekałam. Poinformowałam Germana i poczułam się lepiej. Na reszcie mogłam zrzucić z siebie ciężar rozmowy, i mieć świadomość, że Violetta nie ma nic przeciwko nam..
* ok. 2 miesiące później *
Sierpień, grzejące słońce, piękna pogoda. Obawiam się jednak że to już ostatnie takie dni. Jestem w prawie piątym miesiącu ciąży. Wyglądam jak balon, ale nawet mi się to podoba, bo czuję, że za niedługo urodzę dziecko. Wszystko idzie dobrze. German stara się jak może. Cóż, czasami aż za bardzo. Umiem radzić sobie sama, ale dla niego wstanie i zrobienie sobie herbaty, to dla mnie za duże obciążenie. Czułam jednak pewien niepokój. Niepokój wynikający z częstych zawrotów głowy, bólów pod klatką piersiową.. Rozumiem jak to jest w ciąży, ale wydaje mi się, że te bóle były za częste. Trzymałam się wersji '' Ciąża.. ''. Kolejnym powodem były częste wizyty czarnego Citroena pod naszym domem. Rozmawiał z Germanem przez jakiś czas, a następnie German wracał do domu i zamykał się w swoim gabinecie. Raz gdy tam weszłam, zachowywał się dziwnie. Zebrał wszystkie papiery jak najszybciej, włożył do pierwszej lepszej szafki i udawał starego Germana. Dzisiaj, gdy wyszedł, postanowiłam się trochę odważyć.
- Coś nie tak ?
- W związku z czym ? - Przysiadł na rogu kanapy.
- Dlaczego codziennie zamykasz się, rozkładasz jakieś papiery i nie odzywasz się przez 2 godziny?
- Pracuję. - Nie spojrzał mi w oczy.
- O tej godzinie kończysz pracę. Proszę Cię, nienawidzę kłamstwa.
- To facet który pomaga mi, zamiast Ramalla.
 - Skoro tak.. - Odrzekłam. Nie wierzyłam mu.
Nie jestem typem osób, które lubią grzebać w cudzych rzeczach. Teraz to było moje jedyne wyjście, aby dowiedzieć się wszystkiego. Ten samochód przyjeżdżał tu od 2 tygodni. Ramallo na urlopie jest od tygodnia.
German wyszedł. Zostałam sama. Wspaniała okazja, do przejrzenia tych papierów. Moja uczciwość jednak mi na to nie pozwoliła. Postanowiłam odpuścić. Uchyliłam okna, i zanurzyłam się w sen.
* * *
Budząc się, poczułam twarz mokrą od łez. Obok mnie siedział German. Na szafce stał termometr i szklanka wody. Nie spałam spokojnie, czułam to. Zegarek pokazywał 2:20. Podniosłam się, z nadzieją, że będę miała siłę na pójście do swojego pokoju. Opadłam jednak na łóżko, wzdychając głęboko. Znowu te zawroty głowy, i silny ból. Nie okazywałam tego po sobie. Udawałam, że wszystko jest w porządku.
- Mogę ci pomóc. - Wyszeptał tak, aby nie obudzić innych domowników.
- Nie trzeba, zostanę tutaj. - Odparłam równie cicho.
- Wiem, że i tak postawisz na swoim.
Chciał mnie zanieść. Postanowiłam przejść sama. Ból jednak mi na to nie pozwalał. German szedł bardzo cicho. Zależało mu, aby nie obudzić jego córki. Nie wylądowałam u siebie. Było to łóżko w pokoju Germana. Stwierdził, że tu jest więcej miejsca.
- Jeśli nie chcesz, abym też tu był, po prostu powiedz. Zejdę na dół.
- German, zostań, proszę.
Położył się obok. Wtuliłam się w niego. Nie spał jeszcze. Gładził moje włosy, jednocześnie patrząc na mnie. Zasnęłam w objęciach Germana. Nigdy nie spodziewałam się takiego zwrotu..
* * *
Głośny budzik przerwał mój sen. Dlaczego ludzie muszą się budzić akurat w tym najlepszym momencie? Tak, śniło mi się, że żyła Maria, żył Pablo, ale nie było tam Germana. Siedzieliśmy pod drzewem, które dawało przyjemny cień. Na przeciwko nas była fontanna. Tą fontannę pamiętam jeszcze z czasów dzieciństwa. Wyglądała bardzo podobnie, jak w moim śnie. Jednak, teraz jestem w rzeczywistości i należy żyć teraźniejszością. Nie spodziewałam się, że Violetta jeszcze śpi. Zawsze wstawała rano. Próbowałam być cicho, ale raczej mi się to nie udało, gdyż gdy tylko schodziłam a moja siostrzenica stanęła we frontach drzwi i przeciągnęła się ziewając.
- Dzieńdobry. - Odpowiedziałam swoim promiennym głosem.
Ziewnęła jeszcze raz.
- Cześć Angie. Jak sie czujesz?
- Na pewno lepiej niż wczoraj.
Leniwie zeszłam na dół. Zaparzyłam sobie ulubioną herbatę i wyjęłam warzywa. Wszystkie drobno posiekałam, po czym wrzuciłam do miski, przyprawiłam i sałatkę zabrałam na górę. Jadłam, powoli przebierając widelcem. Każdy mój ruch był powolny i monotonny. Gdyby nie dzwoniący telefon, nie wiem czy dzisiaj skończyłabym jeść tą sałatkę.
- Słucham.
- Angie! Jak miło znów usłyszeć twój głos.
- Kto mówi ? - Zapytałam, szybko biorąc kęs sałatki.
- Rodrigo, jak mogłaś nie poznać.
- Przepraszam, jakoś nie myślałam, że kiedyś zadzwonisz. - Zaśmiałam się.
Kim był Rodrigo? Otóż Rodrigo był moim starym przyjacielem, którego poznałam przez studio. Jeszcze za czasów mojej nauki.
- Robisz karierę ?
- Oszalałeś. Buduję rodzinę, nie ma czasu na karierę.
- Masz dzieci ?
- Jedno. W drodze.
- Serdeczne gratulacje, Angeles.
I znów usłyszałam te aksamitne '' Angeles ''. Mówił to z takim wyczuciem, taką namiętnością w głosie.
- A ty jak żyjesz?
- Trochę śpiewam, aktualnie jestem sam.
- Życie singla nie jest złe, trochę się doświadczyłam.
Oboje się zaśmieliśmy.
- Kiedyś miałem dziewczynę.
- Dawno ?
- Nie pamiętasz?
Dokładnie pamiętałam jak Rodrigo był moim chłopakiem. Miałam 16 lat. Teraz mam 22. Dorosłam, wiem jaki jest, jak latał za innymi, teraz nie związałabym się z nim, za nic.
___________________________________________
Troche dłuższy. Długo mi zajęło napisanie go, bo szło to tak mizernie. Nie jest najlepszy, zresztą jak zawsze.
Następny za kilka opini :3
Do następnego ! ^^
DarUa.

niedziela, 13 lipca 2014

Rozdział X - '' Żebyś przy mnie był ''

- Angeles -
Wcześnie wstałam, bo obudził mnie nieprzyjemny zapach spalenizny. Tak czułam, że gotuje albo German, albo Violetta. Trafiłam w.. ósemkę, bo była to Viola.
- Co smażysz? - Zapytałam, udając że wygląda to apetycznie.
- Chciałam zrobić Ci śniadanie, ale.. - Spojrzała na mnie wzrokiem mówiącym '' Poddaję się ''.
To był na prawdę miły gest z jej strony. Mimo wyglądu i zapachu, samo śniadanie złe nie było. Może wybitnym kucharzem nie będzie, ale chociaż może próbować. Po śniadaniu, wybrałam się z Violettą do kina. Fajnie było spędzić troche czasu z moją siostrzenicą. Naprawdę fajnie. Nie wiedziała, że spodziewam się dziecka. Co jakiś czas, podczas spaceru musiałam odpocząć, bo dostałam zadyszki przez ten ciężar. Czułam się jednak dobrze. Viola nic się nie domyśliła. Ani po tym, że musiałam siadać, że więcej jadłam i bolał mnie brzuch, ani po tym że niekiedy sama się do siebie uśmiechałam i masowałam się po brzuchu. W sumie, nie miała powodów aby sie domyśleć. Po dojściu do domu byłam na prawdę zmęczona. Lunełam do łóżka, nie zwracając uwagi na obiad. Złapała mnie migrena. Nie pomogła nawet tabletka. 15 minut snu, i czułam się o niebo lepiej, natomiast nadal byłam ociężała. Po niezjedzonym przezemnie obiedzie, zdecydowałam się na czas '' rozmowy z Violettą''.
  Przyszła do mojego pokoju, wobec tego usiadłam na łóżku, patrząc na nią.
- Coś zrobiłam ? - Zapytała, patrząc jak oszołomiona.
- Nie.. - Odparłam, po czym ujęłam jej dłoń. - Tym razem chodzi o mnie.
Spojrzała, obejrzała się w okół czując strach tego, co za chwilę jej powiem.
- Masz już prawie 18 lat. Jesteś dorosła, a bynajmniej na tyle dojrzała. Zawsze chciałaś mieć rodzeństwo..
Po tych słowach zrozumiała o co mi chodziło. Siedziała wbita w kanapę, spoglądając kątem oka na mój brzuch. Nie spodziewałam się tego, że odejdzie bez słowa. Tym razem to ja czułam się jak idiotka. Byłam zła, smutna, i nie miałam weny żeby znaleźć jakie kolwiek racjonalne rozwiązanie. Tradycyjnie, po pracy przyszedł do mnie German. Spojrzał na mnie, zauważył drobne łzy.
- Wie?
- Wie.
- Może z nią porozmawiam ?
- Tak.. jasne, to najlepsze rozwiązanie. Natomiast teraz chciałabym..
- Spełnie część twoich oczekiwań. - Zażartował.
- żebyś przy mnie pobył.
- Będe. - Urzekł mnie swoim spojrzeniem. Błyskotliwym wzrokiem, i ich jakże mocno turkusowym kolorem.
Przebrał się, przez chwilę mogłam podziwiać jego tors. Stanęłam przed lustrem. Obejrzałam się od stóp do głów. Przybyło mi kilka kilo, ale nie była to przerażająca liczba. Każdy jego dotyk powodował u mnie dreszcz. Czułam się jednak bezpieczna, i czułam, że jestem kochana. Na razie nie wyobrażałam sobie Germana jako taty, mnie jako mamy. Miałam chwilę dla siebie, więc postanowiłam odwiedzić zakątki mojej siostry. Stanełam na skrzypiących schodkach i ruszyłam w górę. Obejrzałam się w około, i teraz dopiero zaczęłam płakać. Czy ja jej nie zranię? Zawsze chciała żebym była szczęśliwa. Żeby German był szczęśliwy. Może to co robię wcale nie jest odpowiednie. Ale.. kocham tego mężczyzne. Czuje, że to ten.. Siedząc na miękkim fotelu, poczułam na moim ramieniu dłoń. W lustrze zobaczyłam Violettę. Usiadła obok. Popatrzyła na mnie, uśmiechnęła się i rozpoczęła swój monolog.
- Ta wiadomość była dla mnie szokiem. Miałam jednak prawo się tak zachować. Nawet nie wiesz.. jak się cieszę. Ty i tata, siostra czy brat, wszystko jedno, będe je kochała, zajmowała się nim, i kibicowała wam.
- Wam ?
- Tobie i tacie.
- Też nam kibicuję.
- Uwielbiam twój optymizm. - Przytuliła mnie, a ja rozmyślałam, czy ten optymizm wyjdzie mi na dobre.
______________________________
Aż ta wena o 3 w nocy ;33 Pozdrowienia, w tle leci Violetta, German wgl taki inny, a tutaj?
Brutalnie zakochany, uu. Zmienie wygląd bloga. Mam dużo pomysłów. Dużo weny i dużo czasu na pisanie, więc spodziewajcie się.. dużo ? xD
Do następnego! Czekam na komenty ^^
DarUa.

niedziela, 6 lipca 2014

Rozdział IX - Szczery uśmiech.

- Angeles -
Wieczorem, zmęczona i obolała położyłam się do łóżka. Nie zabrakło wizyty Violetty. Nie mogłam jej powiedzieć, że będzie miała '' rodzeństwo ''. To nie był odpowiedni moment. Wszystko na szybko? To zdecydowanie za bardzo pochopne wnioski. Przez połowę dnia, siedziałam w moim pokoju czytając książki kryminalne, bo te najbardziej lubię. Zajmowałam się też takimi rzeczami jak papiery wstępne do studia, bo moim zadaniem jest wypełnić je jeszcze raz. Zamierzam wrócić. Na razie to raczej niemożliwe. Może rok, i dojdę do siebie, a bardziej, urodzę dziecko. Myślałam nad tym szczerze, i uświadomiłam sobie, jak bardzo musze o siebie dbać, jak potrzebne mi będzie wsparcie Germana, i jak cudownie będzie trzymać w ręku swoje własne dziecko. Bałam się, cieszyłam, niepokoiłam, huśtawka emocji. Gdy zasypiałam, na rogu łóżka ktoś usiadł, a potem położył dłoń na moim udzie.
- Do późna pracowałem.
- Wiem, nie mam ci nic za złe.
- Co z nami?
- Dobre pytanie, spróbuj sobie na nie odpowiedzieć.
- Będziemy rodziną.
Usmiechnął się tak szczerze. Przełożył swoją dłoń na mój brzuch. Nie było właściwie nic widać. Może robiłam się trochę okrąglejsza.
- Ciekawe w kogo pójdzie. - Stwierdziłam.
- Inteligencją i urokiem osobistym w tatę, a urodą w mamę.
- Ej, trzymaj poziom. - Zaśmiałam się.
Energicznie złapałam Germana za koszulę, i pocięgnęłam ku sobie. Pocałowałam go, i puściłam. Spojrzał na mnie swoim uwodzącym wzrokiem, po czym odwrócił się, rzucając jeszcze jedno mrugnięcie, i wyszedł. Mimo skurczów, zasnęłam dość spokojnie.
- German - ( Odmiana na samca, wowowowo )
Od razu po przebudzeniu wybrałem się do Angie. Zapytałem jak się czuje, podałem kawę i trochę z nią pogadałem. Byłem głową w chmurach. Myślałem o naszej rodzinie, o dziecku, czy jest szansa abyśmy zostali małżeństwem. Planuję coś, ale w szczegóły się nie zagłębiam, z racji iż na razie jedynym zadaniem dla mnie jest opieka nad Angeles i zapewnienie jej odpowiedniej troski. Zabrakło mi czasu na własną córkę, z czego wcale nie byłem zadowolony.
- Tato, mogę iść czy nie ? - Dopytywała mnie już od wczoraj Viola.
- Gdzie, z kim, o której ?
- Na karaokeDance, z przyjaciółkami, wieczorem. Wystarczy, panie władzo ?
- Możesz iść, nie mam nic przeciwko.
Przytuliła mnie po czym cała w skowronkach opuściła kuchnię.
Zeszła Angie. Złapałem ją w talii i przytuliłem. Uśmiechnęła się, i mruknęła coś pod nosem.
- Wiesz, że Cię kocham ? - Powiedziałem.
- Jestem pewna - Odparła. Pocałowała mnie, i wyrwała się z moich objęć.
_______________________________
weeee are the champiooons my frieeeends.
Germangie Forever ( taniec zwycięstwa, i te charakterystyczne UUU UUU UUU )
Cieszmy sie i radujmy, opowiadanie komentujmy ! ;_: :( C:
Krótki, ale zaraz mi neta zetnie i będzie klapa :c
To do następnego.
DarIa ♥

środa, 2 lipca 2014

Rozdział VIII - Odkrycie prawdy.

- Angeles -
Nadal nic mi się tutaj nie zgadzało. Wierzyłam bardziej lekarzom, a nie moim pozorom. Rak? Skoro jeden, to na pewno złapałam go w całym ciele. Rak mózgu, rak płuc.. Nawet boję się myśleć co kolwiek o tym. Zrezygnowałam jednak z takiej opcji, i nadal żyłam w przekonaniu, żeby to była ciąża. Nic jeszcze nie stwierdzone. Czułam się źle, znowu łapała mnie grypa. Każda minuta była dla mnie ciężarem. Każda wizyta była udręką. Każda, prócz wizyty Germana. Nie wchodził do mnie zbyt często. Ani ja, ani on się nie odzywaliśmy. Miałam powód, ciężki powód. Jednak wiedziałam, że tylko jego wsparcie na razie się dla mnie liczy. Znów w moich oczach zbierały się łzy. Spojrzał na mnie, po czym czule objął mnie ramieniem.
- Ej, spójrz na mnie.. - Nadal nie miałam zamiaru się odwrócić.
W końcu German złapał mój podbródek, i sam odwrócił moją twarz. Spojrzałam w jego błękitne oczy.
- Angie, nie możesz się poddać.
- Ja nawet nie zaczęłam walczyć.
- Ale gdy zaczniesz, będziesz musiała, a my będziemy ci w tym pomagać.
- Kupisz mi specjalny lek na raka? Będę bardzo wdzięczna.
- Nie to miałem na myśli.
- To lepiej nie miej już nic, bo żaden pomysł mi już nie pomoże.
Odwróciłam głowę spowrotem, i z silną wolą nie miałam zamiaru dalej rozmawiać. Co bym najchętniej zrobiła? Rzuciła się mu w ramiona, i została tak do końca mojej choroby. Teraz pada pytanie, jak długo pożyje ? Nie idę dzisiaj już nigdzie. Do żadnych szpitali.. A na co ja właściwie czekam? Na cud? To długo nie wyczekam. Jednak cały czas miałam skurcze brzucha, źle się czułam, objawy guza, czy ciąży? Jednak zadzwoniłam do Santiaga, i śmiało zapytałam.
- Cześć, to jak, nic się nie da określić ?
- Koniecznie musimy się spotkać, Angeles, mam dobre wieści.
- Gdzie mam przyjechać?
- Masz mój adres, do zobaczenia.
Nie zwlekając, wybrałam się do Tiaga. Byłam ciekawa, jakie wieści ma dla mnie. Od razu gdy dojechałam, mój przyjaciel czekał na mnie przy bramie. Zaprosił mnie do środka, a za chwilę przyniósł sobie kawę, a mi herbatę. Zapytałam się, dlaczego nie przyniósł dwóch kaw. Gdy odpowiedział, miałam cały ekran jasno przed sobą.
- Kobiety w ciąży nie mogą pić kawy.
Zakrztusiłam się łykiem herbaty. Byłam zdziwiona, szczęśliwa, i zarówno smutna czy zła, sama nie mogłam się określić. Przez kilka minut, siedziałam wbita w fotel. Wyobraziłam sobie reakcję Germana. Jak potoczy się nasze dalsze życie? Chwilę pogadałam z Santiago i opuściłam jego dom. Zajeżdżając pod dom, wahałam się, co powiedzieć Germanowi. Na razie umilkłam. Pytał mnie, czy coś wiem, czy to choroba, nawet nie myślał  o tym, że będzie miał dziecko. Widząc moją minę, podążył za mną do pokoju, i nadal zasypywał mnie pytaniami.
- Angie powiesz mi wreszcie ?
- Chcesz wiedzieć?
- Gdybym nie chciał, to bym Cię o to nie męczył.
- Dobrze German, ja.. ja.. nie mam raka.
- W takim razie co Ci jest?
Zaśmiałam się w głębi duszy, że jeszcze się nie zorientował o co mi chodzi.
- Jeszcze za mało informacji? German proszę opuść ten pokój.
Wychodząc, zatrzymał się w drzwiach, spojrzał najpierw na mnie, potem na mój brzuch, mrugnął i wyszedł spowrotem. Tym razem raczej się zorientował.
Około godziny 18:00, przyszedł do mnie, z kubkiem herbaty, szparagami z sosem żurawinowym, podanym na tacy.
- Musisz się zdrowo odżywiać.
- Dziękuje - Podszedł do mnie, przytuliłam go i pocałowałam delikatnie.
________________________________________
Łu hu. 8 rozdział a Angie w ciąży. Cóż, mam dużo akcji na następne, a tych nie będzie tak dużo. I chyba lepiej, że Umięśniony Germi ( KSWKA BY DARIA XDD ) się dowiedział, bo nie miałabym jak tego przeciągnąć :>
Czytasz? Zostaw po sobie opinie ^^
DarUa ♥

sobota, 28 czerwca 2014

PISZEMY DALEJ ^^ Rozdział VII - Niezdecydowana.

*- Angeles -*
Siedząc, szlochając, i zastanawiając się nad sensem życia, nadal płakałam. Ani Violetta, ani Olga. Nic mi już nie pomagało. Czułam się tak, jakby ktoś zabrał mi połowę mnie. Jakby odebrał mi całe życie. Na co byłam zła? Na siebie. Na własne zdrowie.
Starałam się o tym nie myśleć, ale się nie dało. Po kilku godzinach czułam się już odrobinę lepiej. Nie jadłam nic, nawet nie dlatego, że przez to nie miałam ochoty. Po prostu źle się czułam. Poczytałam trochę o mojej chorobie. Jedynym światełkiem było to, że mogę to wyleczyć. Wyciągnełam z mojej bluzy karteczkę. Była tam data i godzina kolejnej wizyty. Lada dzień, a dokładniej jutro. Dzień zleciał mi szybko, ale na prawdę, był najgorszym dniem w całym moim życiu..
* Next day *
Nie obudziłam się tak wesoła i pełna energii jak wczoraj. Byłam przygnębiona i smutna. Nie patrzyłam na zegarek, ani na to, że ubrałam się w niewyprasowaną sukienkę, a włosy tylko przeczesałam, wyszłam z domu. Spacerowałam bez końca, a bynajmniej miałam takie wrażenie. W końcu dobiegła godzina mojej wizyty. Najbliższe taxi mnie podwiozło, drogę powrotną zaliczę pieszo. Znowu ten gabinet, te drzwi i ten kolor ścian, który wczoraj widziałam siedząc na tym samym krześle. Dziś w odrobinę lepszym nastroju.
- Od razu usiądź.
Usiadłam więc na długim, niewygodnym dość fotelu. Santiago zrobił mi kolejne USG. Przez jakiś czas zastanawiałam się, leczenie chirurgiczne, może chemioterapia, ale nie miałam odwagi o to zapytac. Czekałam aż on sam uzna, kiedy mi to dokładnie powiedzieć.
Po dokonanym USG, opuściłam bluzkę i usiadłam spowrotem na krześle. Czekałam tylko na mojego kolegę Santiaga, który po chwili przyszedł ze zmieszaną miną.
- I.. ?
- I nie mam dobrych wieści.  - Byłam pewna już, że to nowotwór. Obawiałam się tego, że złośliwy. Myślałam że już umieram..
- Wysłucham.. - wymamrotałam.
- Na razie nic się nie da stwierdzić.  - Byłam niepewna, ale kamień spadł mi z serca.
Po niedługiej rozmowie, opuściłam ten okropny gabinet. Uważałam tak, gdyż tam straciłam taki mój '' sens życia ''. Wróciłam do domu, i od razu udałam się na górę. Spotkałam tam tylko Olgę, która wycierała kątki korytarza. Moje wczorajsze zachowanie strasznie ją zaniepokoiło, a gdy dowiedziała się co mi jest, sama mało co nie dostała zawału.
- Angie..
- Tak? Nie pytaj, proszę. Nic nie stwierdzono, jest nadzieja..
- Na ?
- Na to, że to nie guz.
- A jeśli to nie guz, to musi to być..
- Sprzątaj dalej, nie przerywam.
Nie odezwałam się do Germana. Przyczyną tej naszej '' dziwnej relacji '' jest tajemnica, którą ukrywamy nie tylko przed innymi, ale staramy się i przed sobą. Mój przyjazd 1/2 miesiące temu, przyjazd o którym wiedział tylko German i Violetta. Przyjechałam tylko i wyłącznie do mamy, lecz on mnie odnalazł, przechadzającą się po ulicach. W Buenos Aires byłam przez dwa tygodnie. Nadal kochałam Germana, on kochał mnie, co się nie zmieniło. Wtedy było coś.. co może zawrócić guza, i być czymś innym niż nowotwór. Tak, mogę być w ciąży. Nie z Pablem, lecz z Germanem. Nic by się nie zgadzało, i żadna sytuacja by mi nie odpowiadała. Jest jak jest, musimy żyć dalej.
______________________________________________________
NIE NASKAKUJCIE NA MNIE ZA TEN ZWROT AKCJI, I ZA OSTATNIEGO POSTA O KOMENTACH PLIS XDDD
Joł joł, złapałam wene. Niech sie trzyma, bo planuję.. duuużo :D
Pozderki ^^
DarUa ♥

środa, 18 czerwca 2014

Pamiętacie mnie tu jeszcze ?

Odeszłąm, z powodu : 1 Kom pod opowiadaniem, 2 komy.. Nikt nie czyta, a ja nie piszę.
Nie wiem, może jakas inna seria? Coś nowego? Błagam was, napiszcie w komentarzu.
Cóż, wrócę ale najpierw jakieś pomysły. Brakuje mi weny i chęci. Jeśli jeszcze tu zaglądasz, skomentuj :)
DarUA ♥